*sobota*
Wielka scena i ja śpiewająca w pięknej, złotej sukni. Wielki aplaus. Właśnie mam zacząć swój nowy kawałek, szybko biegnę za kulisy. Dziesiątki osób, wszyscy zainteresowani tylko tym, żebym dobrze wyglądała i, żeby sprzęt dobrze działał. Niesamowite uczucie. Właśnie ponowie wychodzę na scenę, słyszę krzyki. A ja witam słuchaczy po krótkiej przerwie......
I nagle słyszę dźwięk budzika. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się sama do siebie. Po omacku szukałam telefonu pod poduszką, aby wyłączyć ten denerwujący dźwięk. Na wyświetlaczu zobaczyłam godzinę 7.30. Szybko podniosłam się z łóżka i popędziłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zeszłam na dół na śniadanie. Jednak nie byłam głodna i zjadłam jedynie płatki z mlekiem. Poszłam do garderoby, i poszukałam mojej fioletowej sukienki. A następnie czarną marynarkę, z wywiniętymi rękawami, które miały kolor fioletowy i idealnie pasowały do mojej sukienki. Do tego czarne szpilki i gotowe. Od razu się przebrałam i został mi tylko make-up. Po drodze do łazienki złapałam telefon, zobaczyłam, że mam dwa nieodebrane połączenia. O Adriana i Nikoli. Najpierw oddzwoniłam do Adriana
-No hej. Co tam.? - powitałam Adi'ego.
-Cześć. Słuchaj mam złe wieści. - powiedział zawiedzionym głosem.
-Jezu! Gadaj, co się dzieje ? Coś z Niki? -krzyczałam przerażona.
-Nie. Spokojnie. Po prostu nie mogę dzisiaj jechać z tobą do tej Warszawy. Mam finał. Zrozum, jestem kapitanem i muszę być na tym meczu. Jest bardzo ważny.
-Szkoda. Ale ok. Rozumiem. - starałam się, żeby nie słychać było zawodu w moim głosie. Myślałam tylko, że pojedziemy całą paczką. No, ale trudno. Jakoś przeżyję.
-Przepraszam. Będę dzwonił. Powodzenia, mała.
-Też ci życzę powodzenia na meczu. Pa. - i rozłączyłam się.
Byłam trochę zawiedziona, ale spojrzałam na zegarek. Zostało mi pół godziny do przyjazdu taryfy wysłanej przez burmistrza. Jeszcze nie zadzwoniłam do Niki, ale będziemy się widzieć za pół godziny, także nie ma co tracić czasu. Przeciągnęłam oczy czarnym eye-linerem, trochę tuszu i gotowe. Spakowałam piżamę i ciuchy na powrót. Zobaczyłam przez okno, że samochód już stoi. Założyłam torbę i wyszłam przed dom. Widziałam, że Alexis już idzie. Powitałyśmy się uściskiem i buziakiem w policzek. Po chwili to samo zrobiłyśmy z Niki i zaraz byłyśmy już w drodze. Droga minęła bardzo szybko. Przez cały czas się wygłupiałyśmy się i śpiewałyśmy jak głupie. Mieliśmy też tak sympatycznego kierowcę, że to wszystko tolerował.
Droga minęła nam bardzo miło. I po jakiś trzech-czterech godzinach stanęłyśmy przed wielkim budynkiem jakiegoś klubu. Gdy weszłyśmy do środka, poczułam mrowienie w brzuchu, tam było tyle osób..... Pomyślałam, że nie mam szans i chciałam się wycofać, ale dziewczyny to zauważyły :
-Szybko. Szybko. Idź po formularz zgłoszeniowy. - mówiły jakby w pośpiechu i zaczęły mnie popychać do stoiska z formularzami. Wszystko działo się jak przez mgłę. Wypełniłam formularz, dostałam numer 12.
Było tłoczno, dziewczyny usiadły przy jakimś stoliku., ponieważ wszystkie stoliki stanowiły widownie, a ja musiałam iść za kulisy. Trochę się przeraziłam, że będę sama. Ale dziewczyny posyłały mi krzepiące spojrzenia. Jednak, gdy słyszałam te wszystkie wspaniałe głosy innych uczestników, mój zaczął mi się wydawać taki prymitywny. Zaczęłam się bać, a gdy usłyszałam, że wywołują numer 11, to już kompletnie oblała mnie trema. Przede mną wstępował wysoki blondyn, miał nieziemski głos. Wiedziałam, że nie mam szans. No, ale z drugiej strony, co mi szkodzi spróbować. I nagle usłyszałam * A teraz zapraszamy numer 12, Roksanę z Torunia". I wyszłam. Nawet nie wiem kiedy skończyłam śpiewać "Nothnig like us" , a potem "Almost lover". Usłyszałam gromkie brawa i zeszłam ze sceny. Sama nie wiem co jest lepsze: samo śpiewanie, czy te zadowolone miny słuchaczy. Po mnie śpiewały jeszcze cztery osoby.
Następnie było 30 minut przerwy na obrady jury. W tym czasie miałyśmy z dziewczynami pooglądać klub. Gdy zamawiałyśmy w barku lemoniadę, podszedł do mnie facet, taki po 40, przed 50.
-Ty jesteś ta Roksana z Torunia, prawda? - zapytał z uśmiechem.
-Zgadza się, a pan to....?
-Jonh Lovati. Jestem Brytyjczykiem, a polskiego uczyłem się specjalnie na takie okazję. Jestem managerem. - wszystkie te wiadomości pochłaniałam z rozdziawioną miną.- Bardzo spodobała mi się twoja barwa głosu. Mam dla ciebie propozycję. Myślę, że masz szanse w show-biznesie. A ja mogę ci pomóc zaistnieć. To moja wizytówka. Jak będziesz zainteresowana, po prostu zadzwoń. - podał mi małą twardą karteczkę i po prostu odszedł. Stałam jak wryta. Słyszałam tylko głosy Oli i Nikoli "Jesteś wielka" , "Wiedziałam, że ci się uda".
Wtedy usłyszałam głos prowadzącego:
- Zapraszam wszystkich uczestników na scenę, zaraz przewodnicząca jury ogłosi werdykt. Proszę ustawić się w kolejności numerków. - ukłonił się i zszedł. Trochę czasu minęło zanim ustawiliśmy się w odpowiedniej kolejności.
Przed nami stała elegnacka kobieta koło sześćdziesiątki, obok młodsza i mniej elegancka. Okazało się, że Mary (tak nazywała się przewodnicząca jury) jest brytyjką i nie umie mówić po polsku, a Marta ( ta druga ) jest tłumaczką.
-Witam moi drodzy. Wiem, że się stresujecie. Dlatego nie będę przedłużać. 3 miejsce zdobył numer 8 (13-latka z bardzo wysokim głosem, która zaśpiewała dwie piosenki Adele). 2 miejsce zdobył numer 11 (to właśnie ten blondyn).A pierwsze miejsce, jednocześnie wygrywając Konkurs Talentów uzyskał numer...- i zarówno Mary jak i Marta skończyły mówić. Wszyscy byli spięci, oprócz ósemki i jedynastki, którzy mieli jasną sytuację.
Jednak po chwili usłyszałam 12. 12. 12. Szumiało mi w głowie. To przecież mój numer !!! Wyszłam po nagrodę. Mary i Marta uściskały mnie. Słyszałam tylko brawa. Byłam najszczęśliwsza na świecie. Po raz pierwszy pomyślałam, że śpiew to coś czym mogłabym się zająć. Wszystko było na najlepszej drodze.




