niedziela, 1 września 2013

O co chodzi ?

Auć.! Moje kości... Wszystko mnie bolało, w dodatku obudziłam się w nieznanym dla mnie miejscu, w którym wszystko było białe.. W powietrzu wyczułam dziwną woń. Rozejrzałam się po całym pomieszczeniu, i w łóżku obok leżała Niki jak zabita, cała posiniaczona, z jakimś opatrunkiem na czole. Wystraszyłam się,  chciałam do niej podejść, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie mogłam się ruszyć.
-Niki.!!! - wrzasnęłam na cały głos.
Wtedy jakaś starsza pani leżąca po mojej drugiej stronie, której wcześniej nie widziałam odezwała się przyciszonym głosem:
-Jest w śpiączce farmakologicznej, właściwie nie wiem co się stało. Przywieziono was wczoraj w nocą.
-Ale dlaczego ona jest w śpiączce? - znowu krzyknęłam.
-Dostała jakiegoś poważnego urazu. Coś z głową.
Wtedy zamarłam. Wszystko sobie przypomniałam. Te obleśne łapy Adriana.. Aż się wzdrygnęłam. W ciągu sekundy przeleciałam w myślach cały wczorajszy dzień. Aż doszłam do tych cudownych, brązowych oczu. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Jednak nie dawało mi spokoju to, że miałam wrażenie, że już kiedyś widziałam te oczy, ten głos... Kurde. Kto to mógł być? Myśląc o tym, w końcu zaczęły mi się kleić oczy i poszłam spać.

Gdy wstałam drugi raz, byłam w mniejszym szoku. Przy moim łóżku siedziała Sophie, i nerwowo zaciskała ręce, gdy zobaczyła, że mam otwarte oczy, jej twarz się rozpromieniła.
-Hej. Boże.. Wiesz jak się o ciebie bałam. Nie powinnam cię wypuszczać z pokoju. Ale kto wiedział, że on.- i urwała.
Nabrałam powietrza.
-Nikt nie wiedział. Myślałam, że jest moim przyjacielem, a on.. -zatrzymałam się. - Szkoda gadać. A co z Nikolą ? Długo będzie w śpiączce?
-Lekarze mówią, że około 4 dni, ale jeszcze nie wiadomo. Będą nas informować.
-Mam  nadzieję, że wszystko będzie dobrze. - powiedziałam i spojrzałam na nią z miną typu "Zrób tak, żeby było dobrze, błagam".
-Ja też. A tak ogólnie to jak się czujesz, miśku ?
-Dobrze. Ale nurtuję mnie pewne pytanie.... Nie wiesz, kim był ten brunet, który nosił na rękach?
-Hahaha. Cóż. To wygląda tak, że .... - nie dokończyła, bo na korytarzu słychać było głośną rozmowę, na pewno więcej niż trzech chłopaków. Ale wśród tych męskich głosów usłyszałam też głos Oli.
Ku mojemu zdziwieniu, do naszej sali weszło .... ONE DIRECTION.! ... I Ola, która obejmowała Liam'a wpół , a on uśmiechał się nerwowo, próbując wyrwać się z uścisku, ale Ola nawet nie myślała go puszczać.
Przeleciałam wzrokiem po twarzach chłopaków, i zatrzymałam się na ostatniej twarzy, a dokładniej na oczach. To te oczy. !! Wiedziałam, że skądś kojarzyłam te oczy, ale w życiu nie pomyślałabym, że to oczy ZAYN'A MALIKA - MOJEGO NAJWIĘKSZEGO IDOLA. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Hej. Ja jestem Niall. - uśmiechnął się ślicznie.
-Ja Liam. - też się uśmiechnął, ale potem spojrzał jednoznacznie w stronę przyczepionej do niego Oli i wywrócił oczami. Zaczęłam się śmiać
-Harry, ziomek stary. - teraz śmiali się już wszyscy.
-Louis,wasz piękność. - puścił mi oczko, a zaraz potem się ukłonił, co chyba miało być szarmanckie, ale wyszło śmiesznie.
-Zayn. - uśmiechnął się, tak cudnie, uwodzicielsko, a zarazem tajemniczo aż trudno mi to dokładniej opisać.i skinął głową.
-No, a ja Roski. - uśmiechnęłam się najszerzej, jak mi na to pozwalała szczęka.

*z perspektywy Alexis*
Nadal nie mogę uwierzyć w moje szczęście. Wiedziałam, że poznam Liam'a, ale , że tak szybko . Boże kochany. Teraz już go nigdy nie opuszczę. NEVER! NEVER! Wiem, że zachowuję się nienormalnie ciągle za nim chodząc, ale boję się, że jak go puszczę, to on po prostu zniknie. A tak ogólnie to coś długo nie wychodzi z łazienki. Chciałam z nim wejść, ale dał mi wykład na temat "intymności człowieka" , więc dałam spokój. No, ale co on może robić w łazience pół godziny . ! 
-Liam. Pośpiesz się. Bo Roksi poszła po wypis. Pewnie już na nas czekają.  - powiedziałam przez drzwi.
Ale nie usłyszałam żadnego odzewu. 
Teraz to już się serio przestraszyłam.
-Liamku, kochany. Nie żartuj sobie i wyjdź. - i znowu nic. 
Dużo nie myśląc, zaczęłam się dobijać do drzwi. 
Nic, nawet westchnienia. (Ku mojemu zdziwieniu, Li często wzdychał, co było dziwne, ale może po prostu tak ma.)
Zaczęłam krzyczeć i biegać po korytarzu w panice. Pobiegłam do recepcji. Pierwsze co, zauważyłam Zayn'a i Roksi, uśmiechających się do siebie. Gdy tylko usłyszeli moje wrzaski odwrócili się,a na ich twarzach widać było przerażenie.
-Jeju, Ola. Co się stało.? - zapytała przestraszona Roksi.
-Liam, Liam.... - zdołałam wysapać.
-No, tam stoi. - wskazał Zayn na punkt koło wyjścia.
Wtedy zobaczyłam Liam'a , Louis'sa, Niall'a i Harr'ego, którzy w znakomitych humorach prowadzili zaciekle jakąś dyskusję. Odetchnęłam z ulgą. I od razu podbiegłam do mojego, kochanego Liasia.
Jak mnie zobaczył, zrobił minę, jakby chciał gdzieś uciec, przynajmniej tak mi się wydawało. Ale w końcu doszłam do wniosku, że mi się przewidziało, bo niby po co miałby robić taką minę.
-Oh. Liam. Tęskniłam. - rzuciłam się na niego, a po chwili zapytałam. - Jak się tu znalazłeś, przecież przed chwilą wchodziłeś do łazienki?
-Hmmm. - zastanowił się Li, a po chwili Lou powiedział :
-On nie lubi przebywać w szpitalnych łazienkach, mdli go od tego. Co nie?
-No.. tak. - odpowiedział mu Liam.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, więc ja też. Chociaż nie wiedziałam o co im chodzi. Na początku, pomyślałam, że skoro go mdli to mógł tam nie wchodzić, albo wyjść drzwiami. Dziwne. Ale postanowiłam więcej się nad tym nie zastanawiać. Skoro tak mówi mój kochany Liaś, tak musi być.! Teraz muszę się cieszyć tym, że mam go przy sobie.

*z mojej perspektywy *
Właśnie wszyscy wyszliśmy ze szpitala. Oczywiście, oprócz Niki, o którą strasznie się bałam. Na recepcji dałam swój numer i mieli mnie na bieżąco powiadamiać. Mi zostało tylko kilka siniaków, no i ... wspomnienia, jeśli można tak to nazwać.A ona... Z nią było już gorzej. Nie wiadomo było, czy po operacji nie będzie żadnych powikłań. Ale byłam jak najlepszej myśli. Poza tym chłopcy i Ola  mnie wspierali. Chociaż wiem, że Alexis też się tym wszystkim przejmowała, ale na swój sposób. Była strasznie wpatrzona w Liam'a (widać było, że coraz mniej mu się to podoba), ale wcale jej się nie dziwiłam , była urodzoną Directioner, strasznie się nimi, że tak powiem "jarała". W sumie, ja też należałam do tego fandomu, ale ostatnio w moim życiu zaszło wiele zmian. Przede wszystkim dużo pracowałam,  nawet nie miałam czasu o nich poczytać, czy przejrzeć ich twittery. Ale teraz, gdy ich poznałam ... było inaczej. Poznałam ich, jako normalnych, zwykłych *dorosłych nastolatków* 
Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale wczorajszy dzień był zarazem okropny i piękny.

W trakcie drogi do parku rozrywki (pomysł Louis'a) spytałam chłopców :
-Ej. A właściwie jak się wtedy znaleźliście w tej agencji ?
-Mieliśmy nagrywać dzisiaj reklamę naszej książki. - powiedział Niall.
-Wtedy usłyszeliśmy wołanie o pomoc... - dokończył Harry.
-Wybiegliśmy z pokojów, i wtedy zobaczyliśmy tą Nikolę całą zakrwawioną. - wszedł mu w zdanie Liam.
-Zayn, nasz bad boy, wszedł do pokoju i jak zobaczył co się tam dzieje... - mówił dalej Niall.
-..przyłożył temu debilowi, i od razu niczym książę z bajki wziął cię na rękę. - zaczął się wygłupiać Lou.
-Tak, a ja w tym czasie zadzwoniłem po pogotowie. - zakończył Li.
-Mój bohaterze. - szepnęła Alexis, która cały czas szła za nim, uwieszona na jego prawej ręce.
Przez cały ten czas, Zayn nie odezwał się ani słowem, tylko przytakiwał i się uśmiechał. Gdy go chwalono robił się taki cichy i nieśmiały, co było niesamowicie słodkie.
Przy recepcji zamieniliśmy tylko kilka zdań, a ja miałam wrażenie, że znam go od lat, i wiem o czym myśli.
Ciągle miałam motyle w brzuchu. To było piękne uczucie, z którym daawno nie miałam do czynienia. Ale podobało mi się to. Wiedziałam, że od teraz będzie inaczej w moich sprawach sercowych.
Wcale nie musiałabym być z Zayn, ale gdy był obok mnie czułam się bezpiecznie i dobrze. Jeśli on tego nie odwzajemni (chociaż nie byłam pewna co dokładnie do niego czuję, ale wiedziałam, że coś na pewno ) uszanuję to. Ważne, żeby tylko ZAWSZE był przy mnie.

czwartek, 29 sierpnia 2013

VBA. :*


ZASADY :

- podziękować za nominację osobie, dzięki której zostałaś włączona do gry
- pokazać na blogu nominację Versatile Blogger Award
- ujawnić 7 faktów dotyczących własnej osoby
- nominować 15 blogów, które według nominowanego na to zasługują
- poinformować o fakcie nominowania autorów blogów


Bardzo dziękuję za nominację mojej kochanej Zanny xx Autorce bloga http://diamonds-in-the-sun-1diriri.blogspot.com/ , który jest świetny. <3 Polecam do poczytania. ^^

Teraz 7 faktów o mnie :
1. Często mam napady "głupawki".
2. Jestem wieczną optymistką. 
3. Widziałam klona Liam'a ,  który mi machał i się uśmiechał. <3 Do tego Louis'a . <3 A  w moim mieście         jest Zayn Junior <3
4. Kocham 1D, i Jus'a . <3
5. Boję się horrorów.
6. Lubię czytać romansidła.
7. Lunatykuję w pierwszą noc, gdy śpię w nowym miejscu. xD

Nominacje :

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Najgorszy i najlepszy dzień w moim życiu .

Nazajutrz o 5.00 byłam już na nogach, samolot miałam mieć za godzinę. Razem z Sophie wczoraj przygotowałyśmy ubrania dla mnie, w których miałam iść dzisiaj na spotkanie z panem Stevenem. Zaraz po tym, jak Sophie mnie obudziła poszłam ubrać się w : http://www.polyvore.com/untitled_168/set?id=95016544 . Następnie zrobiłam sobie makijaż, który wyglądał mniej więcej tak : http://www.polyvore.com/results_for_makeup/thing?id=88317007&.locale=pl . Ogarnęłam jeszcze moje fale i razem z Sophie zeszłyśmy na dół, gdzie zobaczyłyśmy już czekającego John'a .

W NY byliśmy około 14.00. Sophie wzięła torby i poszła do naszego apartamentu je rozpakować. Ja natomiast razem z John'em poszliśmy do gabinetu , na którego drzwiach wisiała tabliczka z napisem "Steven Raven". Po chwili pukania otworzył nam Stev, i od razu przywitał nas uśmiechem na swojej pulchnej twarzy.
-No, witam, witam. Cenię sobie punktualność. - powiedział i puścił nam oko. - Żeby nie przedłużać, proszę obejrzeć projekty, które wczoraj przygotowała nasza agencja.
Położył na biurku gruby segregator, a ja ciężko westchnęłam. Niestety zauważył to John i popatrzył  na mnie "spode łba". Więc postanowiłam wziąć się w garść.
Po około trzech godzinach wspólnych obrad wybraliśmy projekt, którego tytuł brzmiał "Perfumy bujające w obłokach" . Spodobał mi się, dlatego, że oddawał zapach moich perfum, taki słodki, a zarazem letni i świeży.

Gdy wyszłam z gabinetu po 17,00 byłam strasznie zmęczona. Jutro miałam zacząć pracę. Gdy weszłam do pokoju rzuciło się na mnie trzy osoby, na początku bardzo nie kontaktowałam. Ale paru chwilach zorientowałam się, że to Adrian, Nikola i Ola właśnie mnie podduszali. Byłam taka szczęśliwa. Zaczęłam oddawać im uściski i każdego mocno wycałowałam. Chwilę późno wszyscy leżeliśmy na łóżku i śmialiśmy się w niebo głosy. Jak już chociaż trochę się ogarnęliśmy, opowiedziałam im wszystko co się wydarzyło w moim życiu przez te ostatnie dwa miesiące. Oczywiście, wszystko to wysłuchiwali drugi raz, ale znosili to z cierpliwością. Po skończeniu mojego "przemówienia", zapytałam :
-A co u was ?  Bo przez godzinę nie odezwaliście się nawet słowem.
We trójkę wybuchnęli śmiechem.
- Wiemy, że jak coś opowiadasz lepiej ci nie przerywać. - powiedziała Niki.
- Bo w końcu możesz zagryźć. - zaśmiał się Adi i puścił mi kuksańca w brzuch. Zaraz mu oddałam.
-No wiecie... - powiedziałam z udawaną, obrażoną miną.
-Oj, Roksi. Przecież wiesz, że oni żartują. - dodała Alexis i pocałowała mnie w policzek.
-Hahahahha. Ja mam nadzieję. - wywaliłam im języka. - No, ale opowiadajcie mi, co nowego u was. Tzn. to, czego nie wiem. - zaśmiałam się.
I teraz to oni zaczęli opowiadać, co nowego w szkole. Rozśmieszało mnie to, że każde mówiło po jednym zdaniu. Po jakimś kwadransie tych opowieści Niki zakończyła :
-Burmistrz załatwił nam tą całą wycieczkę, no i dzięki niemu wcześniej dostaliśmy świadectwa.....No i .... -ciągnęła Nikola.
-Iiiiii co ? - spytałam zaciekawiona.
- No wiesz... -drażniła się ze mną.
-Oj, Niki przestań. Dzięki burmistrzowi, pomęczysz się z nami do końca wakacji. - powiedziała Alexis i wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Od razu się na nią rzuciłam, potem na Nikolę i Adriana. To było niesamowite !!!
-Kocham was. To super. Zobaczycie  jak żyję gwiazda.- zaśmiałam się.- Chodźmy uczcić to na basenie. Powiem John'owi , żeby załatwił nam wino.
-Zajebiście. - powiedział Adi i po chwili dodał . -Podoba mi się to nowe życie.
Wszyscy turlaliśmy się ze śmiechu.
Zaraz po tym, jak się uspokoiliśmy zadzwoniłam do John'a i poprosiłam, żeby załatwił jeszcze trzy pokoje i jakieś dobre wino. Co do wina nie był przekonany, ale dał się namówić.
Po jakimś kwadransie, może trochę więcej Jo stał już w drzwiach z trzema kartami do pokoi  na tym samym korytarzu i z butelką czerwonego wina.
-Kieliszki czekają na was przy basenie.
-Jesteś wielki! - krzyknęłam i zawiesiłam się mu na szyi.

Alexis i Adrian właśnie ścigali się na basenie olimpijskim, a ja z Nikolą leżałyśmy na leżakach i piłyśmy już drugi kieliszek wina. Ja nie wchodziłam do wody, bo miałam okres,a głupio było mi poprosić John'a o tampony, a sama nie wiedziałam gdzie mogę je kupić. A z kolei Niki chciała dotrzymać mi towarzystwa.
-Ej. Nie chciałam pytać o to pytać przy Adim. Czy wy macie już ten drugi krok za sobą ? -zapytałam, w końcu nigdy nie miałyśmy przed sobą żadnych tajemnic.
-Chodzi ci o to, czy nadal jestem dziewicą ?
-No tak.- zaśmiałam się.
-To tak. I na razie nie mam zamiaru tego zmieniać.
-Nie ufasz Adrianowi ?
-Ufam. Ale nie jestem gotowa i pewna. Jesteśmy już razem półtora roku i myślę, że jeśli dotrwamy do dwóch lat wtedy będę pewniejsza. - uśmiechnęła się.
-W takim razie trzymam kciuki. - odwzajemniłam uśmiech. - A jak z Olą? Ma kogoś.?
-Kręciła trochę z tym Danielem, ale uznała, że nie pasują do siebie. Ale wiesz ma w końcu Liama. - puściła mi oko i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

Po jakiś dwóch godzinach Olę zaczęła boleć głowa po tym winie i razem z Nikolą poszły do pokoju po jakieś tabletki. My z Adrianem trochę posprzątaliśmy na basenie i też mieliśmy zamiar wrócić do pokoi.
-Mam prośbę. - zaczął Adi.
-No wal. - szturchnęłam go i uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
-Bo razem z Nikolą ustaliliśmy, że dzisiaj, że tak powiem się do siebie zbliżymy. No i prosiłbym cię, żebyś załatwiła, żeby nikt nam nie przeszkadzać. Co ? Mogę na ciebie liczyć ? - objął mnie ramieniem.
-Hmm. Jasne.- powiedziałam i wymusiłam uśmiech.
Coś tu było nie tak, przecież Niki wyraźnie powiedziała, że nie jest gotowa, a on mówi, że to ustalili...Dziwne. Ale pomyślałam, że Nikola jak coś sobie postanowi to się tego trzyma, także nie mam co się o nią martwić.

Około.22.00 Nikola i Adrian weszli razem do pokoju, a ja, Ola i Sophie postanowiłyśmy sobie zrobić karaoke i pidżama party. Alexis i Sophi od razu się polubiły. Darłyśmy się i śmiałyśmy ile wlezie.
Postanowiłam wziąć z automatu więcej chipsów, a niestety w naszym nie było już nic. Wyszłam więc na korytarz z postanowieniem, żeby nie podsłuchiwać co dzieje się w pokoju na przeciwko, ale o dziwo, jak wracałam nie słyszałam żadnych "seksualnych odgłosów". Wbrew postanowieniu podeszłam do drzwi i usłyszałam krzyki Niki, miałam odejść od drzwi, ale zastanowiło mnie, że Nikola krzyknęła "Zostaw". Teraz wiedziałam, że coś musi być nie tak.
Dłużej nie myśląc, otworzyłam drzwi i zobaczyłam, jak Adrian leży na Nikoli, a ona próbuję się wyrwać, jednak on nie rozluźnia uścisku i do tego rozsuwa jej rozporek. Gdy usłyszeli, że weszłam odwrócili się w moją stronę. Ku mojemu zdziwieniu, Adi uśmiechnął się z zadowoleniem.
-Ciekawy trójkąt będzie. -powiedział.
-Kurwa, masz ją zostawić. zboku ! - krzyknęłam.
Wtedy podszedł do mnie, odepchnął mnie od drzwi i zamknął je na klucz, a klucz włożył do tylnej kieszeni.
Przycisnął mnie do drzwi i zaczął całować po szyi, wtedy Nikola się zerwała i wskoczyła mu na plecy. On się wtedy zdenerwował i zrzucił ją koło łóżka, a ona uderzyła o kant szafki. Wcale się nie przejął tym, że leży nieprzytomna i leci jej krew. Tak się przeraziłam.
Próbowałam się bronić, ale był za silny. Przeniósł mnie na drugie łóżko i zaczął rozdzierać mi ciuchy. Przestałam krzyczeć, wiedziałam, że to bez sensu, więc przez łzy powiedziałam :
-Proszę cię. Jesteśmy przyjaciółmi przestań.
-Hahahahahahaha. - prychnął. - Mi nie mówi się nie !
-Błagam...
Ale on nie reagował. Gdy próbował włożyć mi rękę pod spódnicę. Poddałam się. Przynajmniej nie zrobi nic Niki, która na szczęście oddychała.
Zauważyłam, że Nikola się podnosi, ale przyłożyła palec wskazujący na usta, na znak, żebym była cicho. Wtedy wiedziałam, co ma na myśli. Chcąc odwrócić jego uwagę zaczęłam go namiętnie całować. Niki podeszła na palcach i wyjęła klucz z jego kieszeni, na szczęście nic nie poczuł. Dopiero jak usłyszał chrzęst przy drzwiach, popatrzył w ich stronę zdezorientowany. Jednak Nikola była szybsza.  Wybiegła na korytarz i zaczęła wołać o pomoc. Wtedy wkurzony Adrian podszedł do mnie, uderzył mnie w twarz i krzyknął:
-Ty szmato. !!!
Wszystko zaczęło dziać się jak przez mgłę. Do pokoju wszedł jakiś brunet, walnął Adriana.... I film mi się urwał. Słyszałam tylko coraz to nowe, męskie głosy, a potem głos Oli i Sophie. Wydaję mi się, że wtedy zemdlałam. Ocknęłam się na rękach u tego bruneta, który wcześniej przywalił Adrianowi. Miał piękne, brązowe oczy. I miałam wrażenie, że skądś go znam. Wtedy on powiedział z uśmiechem :
-Wszystko dobrze, piękna.
-Wiem. Teraz już wszystko będzie dobrze. -uśmiechnęłam się. I chyba znowu zemdlałam, i miałam piękny sen, z tym chłopakiem w roli głównej. Pierwszy raz, od dawna poczułam motyle w brzuchu.




Chciałam was przeprosić, za to, że tak długo nie dodawałam rozdziałów. Ale brakowało mi czasu. Teraz postaram się dodawać rozdziały regularnie, co 4-5 dni. ;) Myślę, że następny będzie w piątek. Pozdrawiam :*



niedziela, 11 sierpnia 2013

New life xoxx

*4 miesiące później*
-Myślę, że ten żółty neon bardziej będzie pasował do tej szarej marynarki niż czarny. Do tego te żółte szpilki, szare jeansy i ta krótka bluzka z żółto-zieloną pacyfiką i będzie idealnie. - powiedziała do mnie Sophie, czyli moja osobista stylistka, a zarazem przyjaciółka. Właśnie doradza mi w co mam się ubrać na spotkanie z przedstawicielem agencji reklamowej w Nowym Jorku. Mam robić reklamę swoich perfum.
-Dzięki. Jesteś wielka.- powiedziałam i objęłam ją.  - Zaraz będę leciała. Bo o 16.00 umówiłam się z Lucasem na lunch. 
-Widzę, że coś się kroi. - Sophie uśmiechnęła się zadziornie i odgarnęła grzywkę.
-Coś ty. To po prostu ... kolega. Nic więcej. Poza tym na razie nie szukam chłopaka. Chcę skupić się na pracy.
-Idź ty pracoholiku.-rzuciła we mnie poduszką śmiejąc się, gdy wybierałam ubrania wskazane wcześniej przez Sophie z garderoby.
-Spadaj.-rzuciłam jej przez ramię i zamknęłam się w łazience, żeby się przebrać i poprawić make-up (czyli szminkę "nut" i czarne kreski eye-linerem). -Możesz go sobie wziąć. -krzyknęłam z łazienki.
-Hahahaha. Nawet go nie znam. Widziałam go chyba z dwa razy i nie zamieniłam z nim ani słowa.- parsknęła. - Ale muszę przyznać, że jest całkiem niezły.
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że Luc jest przystojny. Jednak dla mnie był zbyt płytki. Za chwilę usłyszałam sygnał przychodzącego sms'a. Był od Lucasa. :
*Czekam na dole piękna. xx *
Akurat kończyłam przygotowania, wyszłam z łazienki. Szybko schowałam do torebki telefon i inne "potrzebne" rzeczy.
-Spadam. Pa.- powiedziałam do Sophie i cmoknęłam ją na pożegnanie.

Schodząc po schodach dużo rozmyślałam o moim życiu. (nigdy nie zjechałam windą, mimo, że mój apartament jest na 8 piętrze). Przez te 4 miesiące wiele się zmieniło w moim życiu. Jeszcze w lutym nie pomyślałabym, że mogę nagrywać piosenki i w ogóle,  że mam szanse na zaistnienie w branży muzycznej, a jednak... Tęsknie za Nikolą, Adrianem i Olą. Codziennie piszemy miliony smsów i wieczorami gadamy na skype'ie. Ostatnio widzieliśmy się półtora miesiąca temu, jak mieli przerwę wielkanocną, ale tylko przez trzy dni. Na szczęście był już czerwiec i niedługo przyjadą do mnie na wakacje. 2 miesiące z nimi. Tak się cieszę!
Jeśli chodzi o moich rodziców, tzn. Renate i Karola, którzy już nie są moimi rodzicami, ponieważ zaraz po moim przyjeździe do UK zrzekli się praw rodzicielskich. Trzeba przyznać, że rodziców mam, a raczej miałam zajebistych. Wiedziałam, że byłam im zbędna, jakby tylko czekali aż przydarzy im się okazja, żeby się mnie pozbyć. Teraz moim prawnym opiekunem jest John, czyli mój menager. Nie traktuję go jak ojca, raczej jak przyjaciela. Lucas jest jego synem. Jest nieziemsko przystojny, jednak dla mnie to tylko kolega, spędzamy sporo czasu razem, ale nic więcej. Jednak momentami mam wrażenie, że on inaczej postrzega naszą znajomość. Jeśli dzisiaj będę miała okazję to wszystko mu dobitnie wytłumaczę. Nie wiem czemu, ale uważam, że on pasowałby do Sophie. Skończyłam swoje rozmyślania, bo za szybą, obrotowych drzwi zobaczyłam samochód Luca.

-Hej. -przywitałam się z Lucasem, wsiadając do jego samochodu.
-Cześć skarbie. - odpowiedział i cmoknął mnie w policzek.Odsunęłam się od niego. Nie chcę dłużej robić mu złudzeń.
-Jedźmy już, bo za półtorej godziny mam spotkanie, a i tak musimy coś jeszcze wyjaśnić. - powiedziałam szorstkim głosem nawet na niego nie patrząc.
-Już się boję, tygrysico. Chcesz zrobić ten następny krok? Czy tylko powiedzieć mi jaki jestem przystojny? - uśmiechnął się zadziornie i zaczął pocierać nosem o mój policzek.
Odepchnęłam go i warknęłam. 
-Uspokój się. Jedźmy. Jestem mega głodna. 
Przez następne 15 minut drogi nie zamieniliśmy ani słowa. Byłam stanowcza i szorstka i nie miałam ochoty na jego żarciki. Dotychczas jego zachowanie odbierałam jako żart i przyjmowałam to z uśmiechem. Jednak od wczoraj, kiedy próbował mnie pocałować, zrozumiałam, że on chce czegoś więcej. Wtedy się jakoś wymigałam, ale nie mogę zbywać go w nieskończoność. Poza tym zaczęły irytować mnie jego żarty. To, że był taki pewny siebie, a niekiedy zarozumiały już mnie dobijało. 
Gdy dojechaliśmy pod naszą ulubioną restaurację, otworzył mi drzwi i próbowałam złapać za rękę, ale udałam, że swędzi mnie udo. Gdy przestałam się drapać, on nie zrażony objął mnie w pasie. Podeszliśmy do zarezerwowanego stolika. Po chwili przyszedł do nas kelner. Ja zamówiłam sałatkę grecką, a on steka.
-Skarbie stało się coś? -zapytał tym swoim słodkim głosikiem i chciał złapać moją dłoń, która leżała na stole obok menu, jednak szybko opuściłam ją na moje kolano.
-Nic.- odpowiedziałam spokojnie. 
-Przecież widzę, że traktujesz mnie dzisiaj jakoś tak ...  inaczej. Spawy kobiece ? -zaśmiał się.
-Odpierdol się. - warknęłam.
-Co ? - spytał z rozdziawionymi ustami.
-To co słyszałeś. - powiedziałam, ale spojrzałam na niego i od razu zmiękłam. - Przepraszam. Po prostu mam dość twoich żartów.
-Jakich żartów ? -spytał głupkowato.
-Doskonale wiesz. Chcę, żeby było jasne : Między nami nic nie ma. Tylko się kolegujemy.
-Oj. Przestań zgrywać niedostępną. Wiem, że na mnie lecisz. Widzę jak na mnie patrzysz. - puścił mi oko.
-Nikogo nie zgrywam. - powiedziałam w miarę spokojnie.
-Kotku. Mnie nie oszukasz. Patrzysz na mnie jak ósmy cud świata, czemu się nie dziwie. - powiedział i uśmiechnął się zadziornie.
-Patrzę normalnie, kurwa! - krzyknęłam, a inni klienci restauracji odwrócili się w moją stronę. Wtedy Lucas wstał i powiedział:
-Sory za moją dziewczynę. Czasami ją ponosi.
Tego było już za wiele. Po prostu wstałam i wyszłam. Luc coś za mną krzyknął, ale nawet się nie podniósł. Pewnie przynieśli mu steka. " Niech się nim zapcha" - pomyślałam ze złością.

Do spotkania została niecała godzina, więc pomyślałam, że pójdąc pieszo do biuro John'a na pewno zdążę.
Gdy weszłam do gabinetu mojego menagera już siedział tam łysy facet "z brzuszkiem", ubrany w kremowy garnitur. Wstał i podał mi dłoń.
-Steven Raven. - powiedział.
-Roksi. - teraz wszystkim właśnie tak się przedstawiałam.
-To właśnie przedstawiciel agencji reklamowej, w której chcesz promować swoje perfumy.- powiedział John, a ja uśmiechnęłam się i skinęłam głową na znak, że przyjęłam to do wiadomości.
-Nie mam za dużo czasu. Ponieważ muszę pędzić na następne spotkanie. Więc tak: Jeśli chce pani nagrać w naszej agencji reklamę musi to pani podpisać.- powiedział i położył na biurku umowę. - Proszę wstawić się w naszym biurze jutro i wszystko omówimy,a następnego dnia zaczynamy pracę. Z góry mówię, że godząc się na nasze warunki ma pani zapewniony apartament i nocleg. A więc ?
-Dobrze. - powiedziałam bez namysłu i podpisałam umowę.
-Cieszę się. W takim razie widzimy się jutro. - wziął umowę i wyszedł.
-Więc jutro czeka nas wycieczka do Nowego Jorku. - powiedział John z uśmiechem.
-Tak. - uśmiechnęłam się. - Ale na razie zawieź mnie od domu.

Pół godziny potem już gadałam z moimi przyjaciółmi na skype. Zawsze rozśmieszały mnie te ich ściśnięte głowy. Właśnie opowiadałam im o Lucasie.
-Zwykły dupek i rozpuszczony jedynak. -skomentowała Alexis.
Następnie opowiedziałam o tym, że mam kręcić reklamę i ogólnie. Opowiedziałam im całe spotkanie z Stevenem i warunki jego umowy. Strasznie się rozgadałam i nie dałam im dojść do głosu.
-Słuchaj skarbie... -zaczęła Niki.
-Tak? -zapytałam.
- Jutro będziemy u ciebie w Nowym Jorku. - krzyknął Adrian.
Zatkało mnie.
-No hej. Nic nie powiesz ? Mieliśmy jechać do Londynu, ale z drugiej strony, co to za różnica. - powiedziała Ola.
-Niespodzianka to wam się udała. Ale zakończenie jest dopiero za dwa tygodnie. Uda wam się wymknąć ? -zapytałam.
-Spokojnie. Mamy pozwolenia. - uśmiechnął się Adrian.
-Dobra. Idę uspokoić te rozwrzeszczane bachory. - zaśmiała się Niki i odeszła od kamerki.
-Ja też muszę spadać. Muszę pomóc mamie z jakimiś pudłami. - powiedziała Alexis.
-Ja też nie będę zabierał ci czasu. Jutro będziemy w kontakcie. - dodał Adi.
-To pa.- powiedziałam i się rozłączyłam.
Już nie mogłam doczekać się jutra. 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Nowe postacie. ;3


John Lovati, pełen energii 43-latek. Mój menager, ale też najlepszy przyjaciel.
Zawsze ma ochotę mnie wysłuchać.
Chociaż nie zawsze wie, w czym mam problem
(MĘŻCZYŹNI !!!)
W sprawach biznesowych jest surowy i regorystyczny. 
Traktuje mnie jak córkę, a to dla mnie nowe uczucie.
Jednak czasami aż za bardzo chce ingerować w moje życie.


Lucas Lovati, syn John'a. Rozpieszczony, myśli, że może mieć każdą.
Jest bardzo pewny siebie, czasami aż za bardzo.
Dla mnie jest to tylko kolega (nie można nazwać tego przyjaźnią)
Po prostu czasami spędzamy ze sobą czas. 
Ale momentami mam wrażenie,  że on uważa naszą znajomość za coś więcej.


Sophia Madel, moja stylistka. Która zawsze umie mnie pocieszyć. Jest dwa lata ode mnie starsza.
Ma prawo jazdy i dlatego jest też moim "kierowcą".
Nie wiem czemu, ale gdy tylko na nią spojrzę mam "banana na ryju".
Jest straszliwie zabawna.
Zawsze mieszkamy w jednym apartamencie i często urządzamy sobie "pidżama party".


A oto pięć ciach, których wielbi cały świat. :D Czyli  ONE DIRECTION.
Od prawej: Harry (19), Louis (21), Niall (20), Zayn (20) i Liam (20) .



Zmiany.

Całą noc nie spałam. Po prostu nie mogłam się doczekać aż zadzwoni do John'ego. Byłam taka podekscytowana. Dzisiaj na szczęście nie musiałam iść do szkoły, bo trzecie klasy miały jakiś sprawdzian przygotowujący ich do matury. Nawet nie chciałam myśleć, że za rok czeka mnie do samo. Nigdy nie miałam jakiegoś specjalnego zapału do nauki. Zawsze jakoś tam wychodziło. Często wagaruję, ale to dlatego, że strasznie długo śpię. Więc zadziwiające było to, że w dzień wolny od nauki o 7 byłam po gorącej kąpieli i jeszcze przebrana, umalowana.
Był środek lutego, dokładnie 14. WALENTYNKI, których nienawidzę. I nie dlatego, że nie mam chłopaka. Nie znalazłam tego jedynego i tyle. Zresztą chłopak nie jest mi do szczęścia  potrzebny. Według mnie te walentynki są takie denne, i nie wiem czemu większość dziewczyn nie może się ich doczekać.
Nie chciałam schodzić na dół, żeby nie obudzić rodziców. O dziwo nie byli na żadnej delegacji ani wyjeździe. Włączyłam laptopa, nic ciekawego.
Spojrzałam na półkę nad łóżkiem, na której trzymałam swoje książki. Wszystkie przeczytane, oprócz jednej... "Zauroczenia" Pameli Wells. Nigdy jej nie przeczytałam, bo nie lubię romansideł. Dostałam ją rok temu, na walentynki od Pawła (ale szkoda gadać, zapatrzony w siebie mięśniak). Tak strasznie mi się nudziło. A wariantów nie było za wiele. Jednak  książka okazała się ciekawa, przeczytałam całą od razu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, było już przed 13.
"Może zadzwonić do dziewczyn"- pomyślałam, ale skarciłam się w myślach. Muszę nauczyć się podejmować decyzję sama, bez przyjaciółek. Wyjęłam wizytówkę, którą miałam pod poduszką i wystukałam numer John'ego.
-Yess ? - usłyszałam poważny głos.
-Dzień dobry. Ja...Hmmm. -z trudem sklejałam słowa. Nie wiedziałam od czego zacząć. A wczoraj opracowałam tyle wersji tej rozmowy.
-Nie rozumiem. Proszę mówić wyraźniej. Nie mam czasu na takie bezsensowne rozmowy. Jeśli nie ma pani nic konkretnego do mnie. Do widzenia. - powiedział srogo, co kompletnie zbiło mnie z tropu.
-Przepraszam. Roksana z Torunia. Miałam numer 12. Podszedł pan do mnie. Dał wizytówkę. Miałam zadzwonić. - powiedziałam nieskładnie.
-Aaaa pamiętam.- powiedział przeciągle.- Masz niesamowitą barwę głosu, byłem pewny, że wygrasz. I jak, co zdecydowałaś? Chcesz ze mną współpracować?
-Myślałam nad tym....
-Iiiii? - niecierpliwił się.
-Tak. Zgadzam się na współpracę z panem- powiedziałam i uśmiechnęłam się do siebie. Najgorsze za mną.
-Cieszę się. Ale ja nie jestem żadnej pan tylko John. - usłyszałam śmiech przez słuchawkę. - Myślę, że nie ma na co czekać. Podaj mi swój adres. Przylecę jeszcze dzisiaj, podpiszemy kontrakt i pogadam z twoimi rodzicami.
-Ale po co ? -zapytałam zdziwiona.
-Muszą wyrazić zgodę na twój wyjazd do UK. Myślę, że jak szybko pójdzie to wylecimy jeszcze dziś.
-Coo... Myślałam, że ja w Polsce. Tutaj mam przyjaciół. Tutaj mam wszystko - szepnęłam i poczułam łzy napływające mi do oczu.
-Rozumiem cię doskonale. Ale musisz wybrać albo kariera albo przyjaciele. - powiedział jakoś tak słodko. -Podaj mi twój adres. To będzie dla ciebie dobre, zaufaj mi.
Powiedziałam mu ulicę i numer domu.
-Powinienem być koło 19. - rzucił i się rozłączył.
Nie tak to sobie wyobrażałam, nie tak !!!!! Niki, Alexis, Adi.. Co z nimi... Są dla mnie wszystkim. Bo rodziców i tak na ogół nie ma. Złapałam poduszkę i wylałam w nią łzy, chyba za wszystkie czasy.  Chyba drugi raz w życiu płakałam. Nie lubię okazywać słabości.
Nie myśląc dłużej zadzwoniłam do Oli, potem do Nikoli (która jak zwykle była z Adrianem) i zaprosiłam ich wszystkich na pizzę.
Chciałam śpiewać, bardzo. Kochałam ten stan, w którym znajdowałam się śpiewając. Ale moi przyjaciele. Postanowiłam z nimi pogadać. Oni powiedzą mi co o tym sądzą.

Musiała miną godzina z czymś zanim zaczęłam temat. Oczywiście, na ich uwagi typu "Co taka cicha siedzisz" , "To do ciebie nie podobne" nie zwracałam uwagi. W Pizzerii Hacienda zawsze był ruch i naszej pizzy ciągle nie było. Zawsze lubiłam tu przychodzić, a najbardziej w zimę. Było tu tak ciepło, przytulnie i jeszcze te zapachy. Moi przyjaciele gadali (chyba) o tymć na jaką imprezę walentynkową iść. Gdy nagle ja wyskoczyłam:
-Gdybym miała wyjechać na stałe do Brytanii.... Co byście na to powiedzieli ? - spojrzeli na mnie z rozdziawionymi minami.
-A wybierasz się.? - zaśmiał się Adrian, przerywając napiętą ciszę.
-Dzwoniłaś do tego całego John'a ? -zapytały jednocześnie Niki i Alexis z poważnymi minami. Wtedy opowiedziałam im moją rozmowę z John'em i zakończyłam:
-Teraz nie wiem co mam zrobić.
Znowu zapadła cisza.
- O której ma przyjechać ten John ? - zapytała Niki i wymieniła się znaczącym spojrzeniem z Olą.
-Koło 19.
-Teraz jest 16. Zjemy pizze i idziemy cię spakować. - powiedziała Alexis, a Nikola i Adi jej przytaknęli.
Z jednej strony fajnie, że będę mogła spełniać swoje marzenia, a z drugiej byłam zła, że moi przyjaciele wcale nie interesowali się tym, że już mnie z nimi nie będzie. To było przykre.

W pizzerii siedzieliśmy chyba do 17, potem poszliśmy do galerii. Zdecydowałam, że kupię sobie nowe ciuchy do UK. I nie będę się potem przejmowała pakowaniem. Około 20 byłam już gotowa, i właśnie szliśmy do mnie do domu. Mieliśmy się pożegnać przed moim odjazdem. Nawet nie pisnęłam słówkiem, że jeszcze nie wiadomo, czy pojadę, bo muszę pogadać z rodzicami i takie tam. Pewnie ich to nie obchodziło.
Przez cały czas, od tamtej wymiany zdań w Haciendzie panowała napięta atmosfera. Praktycznie w ogóle nikt się nie odzywał.
Przed moim domem stał jakiś czarny samochód, który na pewno nie był samochodem moich rodziców. Gdy weszłam do domu, który było otwarty zauważyłam, że kurtek i butów moich rodziców nie ma. Leży tylko jakiś skórzany,męski płaszcz, który nie był w stylu mojego taty. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Gdy weszłam do salonu, zobaczyłam, że na kanapie siedzi wyprostowany mężczyzna, którego skądś kojarzyłam. Tak, to facet z klubu, czyli John. Spojrzałam na Adriana, Nikolę i Olę , którzy podobnie jak ja mieli  zdziwione miny.
-Co pan...Tzn. Co ty tu robisz? I w ogóle o co tu chodzi? - zapytałam John'a.
-Hej Roksi, mogę tak na ciebie mówić, prawda? - nawet nie czekając na odpowiedź podszedł do moich przyjaciół i wszyscy zaczęli wymieniać się swoimi imionami. A ja stałam jak wryta.
-O co tu kurwa chodzi?!! - krzyknęłam. Byłam wkurwiona na maksa. Nie dość, że przyjaciele nie interesowali się tym, że wyjeżdżam to nie wiedziałam gdzie sa moi rodzice, i kto tu wpuścił John'a.
-Spokojnie. Cóż...Sprawa jest prosta. Przyjechałem tu po ciebie, jednak ciebie nie było. Na szczęście byli twoi rodzice. Podpisali umowę, kazali czy życzyć powodzenia i powiedzieli, że mają jakieś ważne spotkanie. No i sobie pojechali. - powiedział spokojnie.
Patrzyłam na niego, jakby był duchem. Fajnych mam rodziców nie? Nie przejęli się nawet tym, że wyjeżdżam na stałe do Wielkiej Brytanii.. Zajebiście !!! Czułam, że zaraz się poryczę, ale nie chciałam pokazywać im swojej słabości.
- Idę na górę po parę rzeczy. - mruknęłam i szybko wbiegłam na schody.
-Dobra. Tylko się spiesz. Czekamy koło samochodu. - usłyszałam za sobą krzyk John'a.

Właśnie John pomagał mi włożyć ostatnią walizkę i zamykał bagażnik. Wszedł na miejsce kierowcy.
Ja stałam na przeciwko moich trzech przyjaciół. Tak naprawdę tylko ich miałam na świecie, a teraz nawet nie jestem pewna, czy im na mnie zależy.
- To pa.- powiedziałam po prostu  i już miałam wsiadać do samochodu, gdy oni wszyscy rzucili się na mnie i zaczęli mnie ściskać. Czułam na swoim ciele ich łzy. Też zaczęłam płakać. Poczułam się lżej na duszy. JEDNAK IM ZALEŻY!
Uściskom nie było końca, ciągle słyszałam:
-Kochamy cię !
-Nie docierało do mnie to, że wyjeżdżasz!
-Już tęsknie !
ITD, ITP.
Jednak John zaczął mnie ponaglać i na koniec uściskałam każdego z osobna i każdemu podarowałam cmoka w policzka. Obiecaliśmy sobie codzienne rozmowy na skype, dzwonienie, sms-y i takie tam. Umówiliśmy się, że będą do mnie przyjeżdżać, jak będzie trochę wolnego od szkoły. Już mniej się martwiłam. Wiedziałam, że nasza przyjaźń jest prawdziwa i przetrwa wszystko.

Potem wszystko działo się jak przez mgłę. John okazał się fajnym gościem i dużo gadaliśmy w czasie drogi na lotnisko. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w samolocie.

piątek, 2 sierpnia 2013

Trudna decyzja ...

Obudziłam się, podążyłam niewidzącym wzrokiem za moim telefonem. Gdy go znalazłam z przerażeniem zobaczyłam, że jest godzina 10.00. Ale po chwili uspokoiłam się. "Przecież dzisiaj niedziela". Poszłam garnąć się do łazienki. Wczoraj wróciliśmy koło północy, mieliśmy nocować w Warszawie, ale Niki się uparła, że chce wracać.  Nie byłam głodna, więc nawet nie schodziłam na dół. Koło umywalki leżała jakaś mała karateczka, na której widniał napis "John Lovati, menager gwiazd i numer telefonu". Przez chwilę nie mogłam uwierzyć, że trzymam coś takiego. Od razu otworzyłam laptopa i wpisałam w wyszukiwarce "John Lovati", kliknęłam na pierwszy link i zaczęłam czytać.
"John Lovati sławny brytyjski menager i doradca wizerunku...ble, ble,ble..
Wykreował takie gwiazdy jak Eminem, Rihanna, Shakira, Matt Pokora itd."
Patrzyłam w monitor jak głupia. Bo niby po co taki ktoś miałby mnie prosić o kontakt. Wiedziałam, że muszę jakoś śpiewać, skoro zajęłam pierwsze miejsce. Poza tym śpiewając czułam się taka szczęśliwa. Postanowiłam zadzwonić do Niki, ona spojrzy na to wszystko z dystansem. Alexis pewnie by mnie dopingowała i w ogóle. Ale potrzeba mi obiektywnej oceny.
-Halo?- usłyszałam głos Nikoli w słuchawce.
-Hej, hej. Masz czas? Wpadniesz do mnie?
-Wiesz, właśnie jestem z Adrianem u mnie w domu. Rodzice w pracy, a chłopaki poszli do wesołego miasteczka. Także c'mon. - odpowiedziała Niki. Chciałam pogadać z nią sam na sam, ale skoro tak, to nie mam innego wyjścia.
-Okej. Dzwonię do Alexis i za jakieś pół godziny jesteśmy.
-Dobra. Papatki. - i rozłączyła się. 
Zaraz wykręciłam numer Oli i umówiłyśmy się, że przyjdę po nią za pół godziny i pójdziemy do Niki, i tak było po drodze.
Nie było czasu, więc wyciągnęłam z szafy luźny kremowy sweter z białymi serduszkami i dżinsy z ćwiekami. Szybko się ubrałam. Przeciągnęłam rzęsy tuszem i założyłam moje kujonki. Wprawdzie nie miałam już żadnej wady, ale strasznie je lubiłam. Zamknęłam drzwi, odwróciłam się i zobaczyłam samochód  moich rodziców. 
-Cześć córciu.- powiedziała mama, cmoknęła mnie w policzek i weszła do domu, następnie tata powtórzył wszystkie te czynności. 
Tak, cali oni. Nie było ich dwa tygodnie, i tylko na tyle ich stać ! Nawet nie zainteresowało ich jak się mam, co robiłam. Byłam wściekła, ale nie chciałam psuć sobie tego dnia. Przypomniałam sobie mój wczorajszy występ oraz John'a Lovati'ego i od razu zrobiło mi się lepiej.

U Nikoli byłyśmy po jakieś godzinie, bo Alexis nie mogła się zdecydować co włożyć. A potem miała problem z make-up'em. W końcu jednak się zdecydowała na wzorzaste legginsy i do tego żółtą pół-transparentną koszule, która przy kołnierzyku miała ćwieki. Zrobiła sobie też tzw "kocie oczy" za pomocą fioletowego eye-linera. 
Zaczęłam pukać, a po chwiki usłyszałam krzyk Nikoli za drzwiami "Wchodźcie!!!" . Zrobiłyśmy to. Gdy otworzyłyśmy drzwi i zobaczyłyśmy jak Niki stoi nad stołem  i coś przy nim robi, a za nią Adrian obejmuje ją w pół i drażni jej szyję. Widać było, że się kochają. Chociaż nie zrobili tego "następnego kroku" wydawałoby się, że Adi'emu wcale na tym nie zależy. To fajne, że nie myślał tylko o sexie, jak większość chłopaków w naszym wieku. Ja niestety nie byłam dziewicą już od roku. Ale strasznie żałowałam, bo po tygodniu zrozumiałam, że wcale nie kochałam Maćka (chłopaka, z którym przeżyłam swój pierwszy raz).
Alexis rzuciła się na kanapę i spytała:
-Co oglądamy? 
-Mama kupiła wczoraj jakiś horror. "Mama" czy coś takiego. Zaraz przyniosę. Podobno dobry, chociaż wątpię.-rzuciła obojętnie i podeszła do półki z płytami CD .
-Musi być horror? -zapytałam. Nie bardzo lubiłam tego typu filmy.
-Oj. Bez przesadyzmu. - uśmiechnęła się zadziornie i wyjęła płytę z regału.
-Jakby co ja wcale się nie boję.- powiedziałam z sarkazmem i przewróciłam oczami. 
Wszyscy parsknęli śmiechem.
Za chwilę wszyscy siedzieli na kanapie z miskami popcornu i chipsów. Nikola siedziała wtulona w Adriana i oboje byli niewzruszeni tym co dzieje się na ekranie. Natomiast ja i Ola siedziałyśmy ściśnięte i zakryte poduszkami i  ciągle piszczałyśmy. Chociaż ja prawdę mówiąc nie widziałam wiele za poduszki. 
Po skończonym filmie Adrian poszedł do kuchni po lemoniadę. Gdy wrócił zastanawiałam się, jak zacząć temat o tym John'ie. Jakby czytając mi w myślach odezwała się Alexis:
-I co zadzwoniłaś do tego faceta, z którym wczoraj gadałaś.? 
-Z jakim facetem? - zapytał Adi, zanim zdążyłam odpowiedzieć i Nikola zaczęła mu wszystko tłumaczyć. Gdy Niki skończyła mówić, Ola zapytała zniecierpliwiona:
-Dzwoniłaś czy nie? 
-Jeszcze nie.- rzuciłam i spotkałam się z piorunującymi spojrzeniami przyjaciół.-W ogóle zastanawiam się czy zadzwonić.-ciągnęłam dalej.
-Nad czym się zastanawiać, mała? - krzyknął Adrian.
-Właśnie. To jest twoja szansa. Wykorzystaj ją.- powiedziała Niki.
-Zgadzam się z przedmówczynią. - uśmiechnęła się Alexis i zaczęła podrygiwać.
-Myślicie? - zapytałam rozradowana.
-Pewnie. -zakrzyknęli wszyscy, a Nikola wymierzyła mi kuksańca w brzuch.
-To zadzwonię jutro, bo dzisiaj trochę późno.- spojrzałam na zegarek, który pokazywał godzinę 21.02.
-Obiecujesz? - zapytała Alexis.
-I promise. - powiedziałam i pocałowałam ją w policzek.
Reszta wieczoru minęła w miłej atmosferze. Później obejrzeliśmy jeszcze "Dom snów". Po czym pożegnaliśmy się z Niki. I razem z Adrianem wróciliśmy do domów. Po rozstaniu z przyjaciółmi myślałam, co powiem jutro John'emu. Popatrzyłam na wizytówkę od niego i uśmiechnęłam się sama do siebie. Moja marzenie właśnie się spełniały.

czwartek, 25 lipca 2013

Punkt kulminacyjny "mojej kariery" :D

*sobota*
Wielka scena i ja śpiewająca w pięknej, złotej sukni. Wielki aplaus. Właśnie mam zacząć swój nowy kawałek, szybko biegnę za kulisy. Dziesiątki osób, wszyscy zainteresowani tylko tym, żebym dobrze wyglądała i, żeby sprzęt dobrze działał. Niesamowite uczucie. Właśnie ponowie wychodzę na scenę, słyszę krzyki. A ja witam słuchaczy po krótkiej przerwie......

I nagle słyszę dźwięk budzika. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się sama do siebie. Po omacku szukałam telefonu pod poduszką, aby wyłączyć ten denerwujący dźwięk. Na wyświetlaczu zobaczyłam godzinę 7.30. Szybko podniosłam się z łóżka i popędziłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zeszłam na dół na śniadanie. Jednak nie byłam głodna i zjadłam jedynie płatki z mlekiem. Poszłam do garderoby, i poszukałam mojej fioletowej sukienki. A następnie czarną marynarkę, z wywiniętymi rękawami, które miały kolor fioletowy i idealnie pasowały do mojej sukienki. Do tego czarne szpilki i gotowe. Od razu się przebrałam i został mi tylko make-up. Po drodze do łazienki złapałam telefon, zobaczyłam, że mam dwa nieodebrane połączenia. O Adriana i Nikoli. Najpierw oddzwoniłam do Adriana
-No hej. Co tam.? - powitałam Adi'ego.
-Cześć. Słuchaj mam złe wieści. - powiedział zawiedzionym głosem.
-Jezu! Gadaj, co się dzieje ? Coś z Niki? -krzyczałam przerażona.
-Nie. Spokojnie. Po prostu nie mogę dzisiaj jechać z tobą do tej Warszawy. Mam finał. Zrozum, jestem kapitanem i muszę być na tym meczu. Jest bardzo ważny.
-Szkoda. Ale ok. Rozumiem. - starałam się, żeby nie słychać było zawodu w moim głosie. Myślałam tylko, że pojedziemy całą paczką. No, ale trudno. Jakoś przeżyję.
-Przepraszam. Będę dzwonił. Powodzenia, mała.
-Też ci życzę powodzenia na meczu. Pa. - i rozłączyłam się. 
Byłam trochę zawiedziona, ale spojrzałam na zegarek. Zostało mi pół godziny do przyjazdu taryfy wysłanej przez burmistrza. Jeszcze nie zadzwoniłam do Niki, ale będziemy się widzieć za pół godziny, także nie ma co tracić czasu. Przeciągnęłam oczy czarnym eye-linerem, trochę tuszu i gotowe. Spakowałam piżamę i ciuchy na powrót. Zobaczyłam przez okno, że samochód już stoi. Założyłam torbę i wyszłam przed dom. Widziałam, że Alexis już idzie. Powitałyśmy się uściskiem i buziakiem w policzek. Po chwili to samo zrobiłyśmy z Niki i zaraz byłyśmy już w drodze. Droga minęła bardzo szybko. Przez cały czas się wygłupiałyśmy się i śpiewałyśmy jak głupie. Mieliśmy też tak sympatycznego kierowcę, że to wszystko tolerował. 

Droga minęła nam bardzo miło. I po jakiś trzech-czterech godzinach stanęłyśmy przed wielkim budynkiem jakiegoś klubu. Gdy weszłyśmy do środka, poczułam mrowienie w brzuchu, tam było tyle osób..... Pomyślałam, że nie mam szans i chciałam się wycofać, ale dziewczyny to zauważyły :
-Szybko. Szybko. Idź po formularz zgłoszeniowy. - mówiły jakby w pośpiechu i zaczęły mnie popychać do stoiska z formularzami. Wszystko działo się jak przez mgłę. Wypełniłam formularz, dostałam numer 12. 
Było tłoczno, dziewczyny usiadły przy jakimś stoliku., ponieważ wszystkie stoliki stanowiły widownie, a ja musiałam iść za kulisy. Trochę się przeraziłam, że będę sama. Ale dziewczyny posyłały mi krzepiące spojrzenia. Jednak, gdy słyszałam te wszystkie wspaniałe głosy innych uczestników, mój zaczął mi się wydawać taki prymitywny. Zaczęłam się bać, a gdy usłyszałam, że wywołują numer 11, to już kompletnie oblała mnie trema. Przede mną wstępował wysoki blondyn, miał nieziemski głos. Wiedziałam, że nie mam szans. No, ale z drugiej strony, co mi szkodzi spróbować. I nagle usłyszałam * A teraz zapraszamy numer 12, Roksanę z Torunia". I wyszłam. Nawet nie wiem kiedy skończyłam śpiewać "Nothnig like us" , a potem "Almost lover". Usłyszałam gromkie brawa i zeszłam ze sceny. Sama nie wiem co jest lepsze: samo śpiewanie, czy te zadowolone miny słuchaczy. Po mnie śpiewały jeszcze cztery osoby.
Następnie było 30 minut przerwy na obrady jury. W tym czasie miałyśmy z dziewczynami pooglądać klub. Gdy zamawiałyśmy w barku lemoniadę, podszedł do mnie facet, taki po 40, przed 50. 
-Ty jesteś ta Roksana z Torunia, prawda? - zapytał z uśmiechem.
-Zgadza się, a pan to....? 
-Jonh Lovati. Jestem Brytyjczykiem, a polskiego uczyłem się specjalnie na takie okazję. Jestem managerem. - wszystkie te wiadomości pochłaniałam z rozdziawioną miną.- Bardzo spodobała mi się twoja barwa głosu. Mam dla ciebie propozycję. Myślę, że masz szanse w show-biznesie. A ja mogę ci pomóc zaistnieć. To moja wizytówka. Jak będziesz zainteresowana, po prostu zadzwoń. - podał mi małą twardą karteczkę i po prostu odszedł. Stałam jak wryta. Słyszałam tylko głosy Oli i Nikoli "Jesteś wielka" , "Wiedziałam, że ci się uda".
Wtedy usłyszałam głos prowadzącego:
- Zapraszam wszystkich uczestników na scenę, zaraz przewodnicząca jury ogłosi werdykt. Proszę ustawić się w kolejności numerków. - ukłonił się i zszedł. Trochę czasu minęło zanim ustawiliśmy się w odpowiedniej kolejności.
Przed nami stała elegnacka kobieta koło sześćdziesiątki, obok młodsza i mniej elegancka. Okazało się, że Mary (tak nazywała się przewodnicząca jury) jest brytyjką i nie umie mówić po polsku, a Marta ( ta druga ) jest tłumaczką. 
-Witam moi drodzy. Wiem, że się stresujecie. Dlatego nie będę przedłużać. 3 miejsce zdobył numer 8 (13-latka z bardzo wysokim głosem, która zaśpiewała dwie piosenki Adele). 2 miejsce zdobył numer 11 (to właśnie ten blondyn).A pierwsze miejsce, jednocześnie wygrywając Konkurs Talentów uzyskał numer...- i zarówno Mary jak i Marta skończyły mówić. Wszyscy byli spięci, oprócz ósemki i jedynastki, którzy mieli jasną sytuację.
Jednak po chwili usłyszałam 12. 12. 12. Szumiało mi w głowie. To przecież mój numer !!! Wyszłam po nagrodę. Mary i Marta uściskały mnie. Słyszałam tylko brawa. Byłam najszczęśliwsza na świecie. Po raz pierwszy pomyślałam, że śpiew to coś czym mogłabym się zająć. Wszystko było na najlepszej drodze.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Oczami Alexis ;)

Obudziłam się o 11.00. Spojrzałam z przerażeniem na zegarek. O boże.! Dzisiaj środa. Znowu będzie szlaban. Jednak strasznie bolała mnie głowa, pomyślałam, że nie mam po co iść do szkoły. Nie dam rady. Próbowałam sobie przypomnieć co działo się wczoraj. Po jakiś 10 minutach przypomniałam sobie, że wczoraj po tym jak Roksi powiedziała nam o czym rozmawiała z burmistrzem Adi wymyślił, że powinniśmy oblać jej sukces, a że akurat moja mama miała być na jakimś spotkaniu biznesowym w Berlinie zdecydowaliśmy, że u mnie będzie najlepiej. Myśląc o tym przeraziłam się jak teraz może wyglądać salon i kuchnia. A potem przypomniałam sobie, że przecież razem z Niki sprzątałyśmy. Oczywiście Adriana i Roksi nie było, bo Adi musiał odprowadzać "naszą krejzolkę". Na nią alkohol działał najgorzej. Po trzecim piwie urywał jej się film, a wódce już nie wspomnę. Ja nigdy nie piłam dużo, a nawet jeśli to nigdy nie traciłam nad sobą kontroli. Jednak wczoraj musiałam dość sporo wypić, bo miałam poważnego kaca. Ciekawe jak trzyma się reszta. Czy są w szkole? Postanowiłam się upewnić i zadzwonić do Nikoli.
-Halo? - usłyszała w słuchawce.
-No hej. Jesteś może w szkole?- zapytałam.
- Tak, z Adrianem. Roksi tak jak ty postanowiła się nie pojawić.Pewnie też ma kaca. -zaśmiała się.
-Też ? - zapytałam. Ciekawe kto jeszcze.
-No, np. ty. Dobra. zaraz dzwonek. Na następnej przerwie zadzwonię do Roksany i wpadniemy do ciebie koło 15.00. Od razu po lekcjach po nią pójdę. Adriana nie będzie, bo ma trening koszykówki. Kończę. Trzymaj się. I pamiętaj pij dużo wody. Pa. - i się rozłączyła.
Cała Nikola, taka opiekuńcza i troskliwa. Ona była najrozsądniejsza z nas wszystkich. Może dlatego, że ja i  Roksi  byłyśmy jedynaczkami, a ona miała dwóch młodszych braci, więc była bardziej dojrzała i odpowiedzialna. Zawsze jej zazdrościłam, miała taką szczęśliwą rodzinę. Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam 10 lat i wtedy mama zapisała mnie na 4 lekcje gitary w tygodniu. Wydaję mi się, że ona myślała, że przez te lekcje zapomnę o tym wszystkim. Nie mogłam się pozbierać. Miałam taki dobry kontakt z tatą, a on po prostu odszedł do tej swojej zdziry i nawet nie dzwonił z życzeniami na moje urodziny. Już niedługo. W styczniu będzie moja osiemnastka założę się, że nawet się tym nie zainteresuję. Tak naprawdę pozbierałam się dzięki Roksanie i jej rodzicom. Wspierali mnie, podczas gdy moja mama cały czas się nad sobą użalała.
Wszyscy myślą, że jestem taka szczera i ogólnie, nie raz słyszałam, że jestem podziwiana za to, że ciągle się uśmiecham. Wewnątrz ciągle jestem smutna, a gdy jestem sama nie wytrzymuję tego, dlatego się tnę. Nie mogę tego powiedzieć nikomu, bo dziewczyny chyba by mnie zabiły. Dlatego staram się nie być sama, bo wtedy naprawdę jest ze mną źle. Gdy jestem z mamą , albo dziewczynami wtedy po prostu o wszystkim zapominam. To dziwne, ale tak ze mną jest.
Jeśli chodzi o szczerość, to owszem mówię to co myślę, ale to komentarze typu : "Nie do twarzy ci w różowym". Roksana opowiadała mi raz, że czasami ma takie impulsy i dzięki nim wie, co powinna robić. Ja natomiast mam przeczucia, które jeszcze nigdy mnie nie zmyliły. Np. jeśli chodzi o Adriana. Zawsze, gdy spotykałyśmy się we trzy, jeszcze jak Niki i Adrian dopiero "kręcili", Nikola była nim oczarowana, opowiadała o nim w samych, super latywach. Roksi zawsze się z nią zgadzała i mówiła, jak to oni do siebie doskonale pasują. Ja podchodziłam do tego zawsze z dystansem.  Od początku podejrzewałam, że ten Adrian ma jakieś złe zamiary względem Nikoli. Niby byli razem chyba z 9 miesięcy, ale to nie dawało mi spokoju. Wiedziałam, że Niki jest z nim szczęśliwa, dlatego nie mówiłam jej o swoich przeczuciach. Mogłaby to odebrać jako zazdrość. Od jakiś 3 miesięcy podkochiwałam się w Danielu, kapitanie drużyny futbolowej. Roksana i Niki, a nawet Adrian nie raz próbowali mnie z nim zapoznać, czy coś, ale ja nie chciała. To było raczej z nudów, w sensie to całe "podobanie". Nie miałam jakiś wielkich nadzieji na związek z nim, po prostu Daniel nie mógł się mi nie podobać, był za przystojny. Bo która dziewczyna mogłaby oprzeć się chłopakowi, który wygląda tak:
 
Poza tym byłam wierna Liam'owi. <3 Tak, tak ciachu z 1D. Wiem, że to może wydać się głupie, ale odkąd zaczęłam być Directioner , jestem pewna, że spotkam kiedyś One direction, a razem z Liam'em stworzymy szczęśliwą parę.
Włączyłam wyświetlacz, 11.20. Muszę szybko się ogarnąć, bo znając życie dziewczyny przyjdą o wiele wcześniej niż zapowiedziały.
Zeszłam na dół, do kuchni. Na śniadanie zrobiłam omelt z serem, wzięłam tabletki na ból głowy i wypiłam chyba z 2 litry wody. 
Najedzona, poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, szybko się ogarnęłam i poszłam do garderoby wybrać ciuchy. W końcu zdecydowałam, że założę moje ulubione jeansy, czarną, luźną bokserkę, a jakby dziewczyny chciały wyjść do jakieś knajpki, położyłam na fotelu zieloną, wojskową kurtkę. Jakoś nie przejmuję się tą całą modą, zawsze ubieram się tak, jak jest mi wygodnie. Pomalowałam rzęsy maskarą, do tego trochę jasnobrązowego eye-linera. I gotowe. Spojrzałam na zegarek: za dziesięć pierwsza. Zostało mi trochę czasu do przyjścia Niki i Roksi.
Postanowiłam zrobić Roksanie niespodziankę i ściągnąć jej podkłady do piosenek, które miała zaśpiewać w sobotę, na tym Konkursie Talentów. Ona nie miała specjalnego programu, a u mnie nie ma problemu, bo przecież moja mama jest informatyczką.
Po ściągnięciu i zgraniu podkładów na płytę założyłam słuchawki na uszy i czekałam na dziewczyny.  Nie mogłam się doczekać, bo byłam pewna, że Roksi będzie chciała przećwiczyć te piosenki. A ja tak lubiłam kiedy śpiewała. Miała piękny głos, i widać było, że śpiewa prosto z serca i, że to sprawia jej frajdę. To było niesamowite. Czułam, że Roksanie uda się zaistnieć w tej branży muzycznej. Miałam takie przeczucie...



czwartek, 11 lipca 2013

Od tego momentu wszystko się zmieniło.

                                                      *następnego dnia*
Wczoraj z całą paczką śpiewaliśmy piosenki One Direction i Rihanny, to mnie odprężyło i przez cały dzień nie myślałam o występie. Jednak dzisiaj znowu obleciał mnie strach. Cóż, raz się żyję - pomyślałam. Specjalnie wstałam godzinę wcześniej, żeby chociaż przypomnieć słowa piosenki Adele- One and Only, którą miałam zaśpiewać przed burmistrzem i jego "koleżkami". Ze szkoły miałam wyjść o 15.00, a dojście do domu Max'a zajęłoby mi jakieś 40 min, więc potem nie miałabym czasu się przygotować. Szybko się zebrałam i popędziłam do szkoły, do plecaka schowałam moją czerwoną sukienkę i czarne szpilki na występ.
Lekcje minęły mi jak przez mgłę. Po lekcjach całą paczką ruszyliśmy na mój występ. Żartowaliśmy i się śmialiśmy i nawet przez moment zapomniałam o występie. Jednak, gdy doszliśmy pod drzwi domu burmistrza przeraziłam się, ale słyszałam tylko:
-Dasz radę, kochana. - mówiła Niki.
-Wierzymy w ciebie. - dorzuciła Alexix.
-Jesteś najlepsza. - zapewniał mnie Adi.
Cieszę się, że ich mam, bez nich byłoby mi trudno.
Powitał mnie Max i pokazał mi moją "garderobę" , czyi pokój, w którym miałam się przebrać. Moi przyjaciele byli już gotowi. Poprawiłam makijaż i wyszłam na podest, który miał być miejscem mojego występu. Prze podestem stal "moi ludzie". A obok mnie burmistrz, który wysyłał pokrzepiające uśmiechy i w końcu powiedział:
-Przed wami wystąpi Roksana, koleżanka z klasy mojego pierworodnego. - zaśmiał się. - Zapewniam, że ma głos jak anioł.
Wtedy zorientowałam się, że na sali jest ok.50 osób. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, spodziewałam się góra 10 osób. Wydaję mi się, że w moich oczach widać było przerażenie, ale Niki wysłała mi karcące spojrzenie. Postanowiłam wziąć się w garść. Uśmiechnęłam się do wszystkich zebranych.
Wtedy usłyszałam melodię. Muzyka przepełniała mnie od stóp do głowy. Czułam ją. Byłam szczęśliwa, zawsze jestem "happy", gdy śpiewam. W ten sposób wyrażam siebie. To niesamowite.
Tak szybko zleciało, nawet nie wdziałam kiedy zaśpiewałam. Kłaniałam się i usłyszałam gromkie brawa. Spodobały mi się te zachwycone miny słuchaczy.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wreszcie! Kolejne doświadczenie! Lubię je zdobywać. Wygrałam z moim strachem, a to największe zwycięstwo.
Zeszłam z podestu. Adrian, Nikola i Ola rzucili się na mnie z gratulacjami. Wtedy podszedł do mnie burmistrz.
-Gratuluję młoda damo.- uśmiechnął się i jego wąsik podskoczył do góry. To był zabawny widok.
-Dziękuję. Starałam się.-uśmiechnęłam się równie serdecznie.
-To po prostu talent!-zakrzyknął burmistrz.-Mam do ciebie propozycję nie do odrzucenia.
-Słucham uważnie.-odpowiedziałam, choć w głębi duszy poczułam niepokój.
-W sobotę o 13.00, w stolicy jest Międzynarodowy Konkurs Talenów. Z każdego województwa wybierana jest jedna osoba. - puścił mi oko.-A ja nie widzę sensu robienia żadnych przesłuchań. Podczas twojego występu, uzgodniliśmy wszystko z kolegami z fachu i wszyscy są za. - uśmiechnął się zadziornie.
-Niestety, ale moich rodziców obecnie nie ma w domu i do końca tygodnia nie będzie, wiec nie będzie miał kto mnie zawieść.- powiedziałam serio zawiedziona. Bo chciałam spróbować, byłam ciekawa jak mi pójdzie w takim wysokim szczeblu, choć szczerze mówiąc nie miałam jakiś wielkich ambicji.
-O to się nie martw, dowóz załatwię. A jeśli będzie trzeba to też nocleg.- W tym momencie jakiś mężczyzna zawołał : Włodek!! - Już, moment. - odpowiedział w pośpiechu burmistrz.- Przyjdź do mnie w sobotę o 9.00.-dokończył, a odchodząc rzucił.-Przygotuj dwie dowolne piosenki.
Zdziwicie się, ale już się nie bałam, a moją pierwszą myślą było: "Zaśpiewam Nothing like us- Justina Biebera i piosenkę A Fize Frenzy - Almost lover."
Spojrzałam na nich, a oni zaklaskali. Byli ze mnie dumni. Cieszyłam się jak dziecko.

wtorek, 9 lipca 2013

A tak działa na mnie moja paczka. :D

Szybko wbiegłam do szkoły i podążyłam do sali 8, w której mieliśmy matematykę. Na szczęście profesora jeszcze nie było. W środku, mimo wszystko cieszyłam się, że zdążyłam. Usiadłam obok Alexis. Pewnie zastanawiacie się skąd u niej taka ksywa. Ola jest wielką fanką Alexis Jordan, wie o niej wszystko i wszystkie jej piosenki zna na pamięć. Od razu powitała mnie uśmiechem (cała ona : wiecznie szczęśliwa).W ławce obok siedziała Nikola z Adrianem.
-Hej. - powiedziałam wszystkim, uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafiłam. Jednak byłam zbyt zdenerwowana, ścisnęło mi serce. "JUTRO 16.00" - tylko ten szum słyszałam w głowie, próbowałam go stłumić, jednak był za silny.
-Nie no nie wierzę. Roksi omal się nie spóźniłaś. Ty taka punktualna. - powiedziała Niki i puściła mi oko. Zaśmiałam się i powiedziałam :
-Ludzie się zmieniają, słonko.
-Ale aż tak? -zapytała ze śmiechem Ola.
-Niedługo nasza gwiazdeczka przestanie bać się publicznych występów i będziemy musieli prosić ją o autografy.- wtrącił się Adi, uśmiechnął się zadziornie i puścił mi szturchańca. Cały on, zawsze lubił mnie podpuszczać. Codziennie cała moja paczka namawiała mi, że muszę wykorzystać swój talent i iść w tym kierunku, jednak nigdy nie brałam tego serio. Ja i ten cały SHOW BIZNES, dobre sobie. Jednak teraz było inaczej, Musiałam zaśpiewać i to przed burmistrzem.! Czasem mam tak, że mówię coś zanim pomyślę. Tak było i teraz.
-Na przykład jutro o 16.00 będę mogła popisać się przed burmistrzem i jego koleżkami..-odpaliłam z uśmiechem, chociaż wewnątrz miałam ostrego stracha. Myślałam, że mnie wyśmieją, nie byli tacy, ale mimo wszystko. Od 17 lat boję się zaśpiewać przed wszystkimi kto nie jest Nikolą, Olą i Adrianem, a teraz mam śpiewać przed burmistrzem i jego kolegami z branży politycznej. Przecież to chore.Ku mojemu zdziwieniu, Alexis rzuciła się na mnie i wrzasnęła
-Wreszcie.!!! Jestem z ciebie dumna, kochanie.
-Ja też!! Na pewno zrobisz na nich wszystkich wrażenie.-dorzuciła Niki i przesłała mi buziaka.
-Młoda, szalejesz. Ale dasz autograf, co nie? -zapytał Adrian z tym swoim uśmieszkiem.
-Hahaha.- zaśmiałam się.-Jeszcze nie jestem taka pewna, czy wystąpię, mam pietra.
Jednak, gdy zobaczyłam smutną minę Alexis i Adriana, a przede wszystkim rażące spojrzenie Nikoli (które tak mnie przerażało) pomyślałam, że to zrobię ze względu na nich. Kocham ich wszystkich i oni na mnie liczą. Nie chcę ich zawieść, jeszcze burmistrz.... A przede wszystkim nie chcę zawieść
siebie.
-Dobra, dobra. Nie patrzcie tak na mnie. Zaśpiewam i koniec.-powiedziałam z uśmiechem.-A wy musicie to zobaczyć. Zresztą przy was będę czuła się pewniej. Będziecie jutro u Max'a o 16.00.? - zapytałam z błagalną miną.
-Oczywiście.-krzyknęli wszyscy. I w tym momencie wszedł profesor i zapadła cisza.
Jednak nie mogłam skupić się na tych wszystkich zadaniach i obliczeniach. Zresztą cały dzień był dla mnie jak przez mgłę. Przerwy spędzaliśmy tak jak zawsze, całą paczką, śmiejąc się i żartując. Jednak ja czułam się jak w innym świecie. Moje serce, mój rozum...Co ja mówię. Całe moje wnętrze śpiewało. Już się tak nie bałam, wiedziałam, że moi przyjaciele są ze mną.
Umówiliśmy się jak zwykle na 17.00. Pożegnałam się z nimi i popędziłam w tym znakomitym nastroju do domu.

poniedziałek, 8 lipca 2013

To od początku...

Zapowiadał się zwykły wtorek. Wstałam z myślą o nudnych lekcjach. Zaczynała mnie nudzić ta monotonna codzienność. W dodatku za oknem padał deszcz, co jeszcze bardziej pogorszyło mój humor. Na ogół rozkręcam się podczas spotkań z moją paczką. Jednak 20 minut drogi do szkoły muszę przeboleć idąc sama, ponieważ nikt z mojej paczki nie mieszkał na tym osiedlu co ja. Jak zwykle wstałam o 7.00,  szybki make-up, wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z szafy, w biegu złapałam kanapkę i wyszłam do szkoły. Nienawidzę się spóźniać, wszystkie te czynności mogłabym wykonać na spokojnie i też bym zdążyła, jednak wolę nie ryzykować. Wychodząc z domu, włożyłam słuchawki i włączyłam piosenkę Rihanny "No love allowed". Zawsze idąc do szkoły ją włączam. Nucąc "Hand in the air as he wave me goodbye. He said he care but no tears in his eyes, zaczęłam myśleć o moim byłym chłopaku Patryku. Było nam tak dobrze, ale zawsze muszę wszystko spieprzyć. Kochał mnie, ale moje marzenia i wysokie aspiracje o takiej true love to wszystko zepsuły. Od dziecka wyobrażałam sobie jak poznam "tego jedynego". W jego oczach będę widziała, że to ON. Zawsze wyobrażałam go sobie jako wysokiego bruneta z takimi nutellowymi oczami. Jednak w Toruniu nie było nikogo takiego, kto zwróciłby moją szczególną uwagę. Niki to się trafiło...Miała zajebistego chłopaka. Adi jest od nas rok starszy, czyli ma 18 lat. Można zawsze z nim pogadać. Nie jest typem "zarozumiałego dresiarza" A w Toruniu takich jest najwięcej. Został mi jeden zakręt i byłabym w szkole, jednak poczułam taki impuls. Coś mówiło mi "Wagary, wagary" . Moja intuicja na ogół nie zawodzi. Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku odwrotnym niż szkoła. Uliczki były puste, więc głośno, prosto z serca zaczęłam śpiewać piosenkę One direction "They don't know about us". Zaczęłam tańczyć. Kiedy śpiewam czuję się najszczęśliwsza na świecie. Chwilę później poczułam jakieś pykanie na moich plecach. Ten arogancki uśmiech poznałabym wszędzie. Oto Max. Bogaty laluś, który myśli, że może mieć co chce. Ciągle chwali się czego on nie ma. Niby ja też nie mam źle. Rodziców na ogół nie ma, są znanymi architektami, często wyjeżdżają, nawet się mną nie interesują, tylko zostawiają kasę. Mogę robić co chcę, jednak i tak nie wykorzystuje tego w pełni. Założę się, że o wagarach też nie będą wiedzieli. Od niechcenia zdjęłam jedną słuchawkę:
-Czegoo? - zapytałam ze złością. Wiedziałam, że Max nikomu nie powie, że widział mnie tańczącą i śpiewającą. Miał do mnie słabość. Każdy o tym wiedział. Zmieniał swoje "miłostki" jak rękawiczki. Myślał, że może mieć każdą. Ostatnio zarywał do Alexis, ale ona się nie patyczkuje. Teraz przeniósł się na mnie. Na przerwach ciągle za mną chodzi. To nieznośne. Myśli, że ma kasę to jest najważniejszy. Żenada.
-Pięknie śpiewasz, słonko. -powiedział to tak obrzydliwie słodko, że prawie wybuchłam. Jeszcze te naiwne spojrzenie..Arr.
-Odwal się człowieku- warknęłam i odwróciłam się do niego plecami.
-Szkoła to trochę nie w tą stronę. - powiedział złośliwie.
-Jebie mnie to. - wrzasnęłam. Sama nie wiem skąd u mnie tyle złości. To wszystko mnie przerosło.
-Jesteś dla mnie za wulgarna. Zresztą teraz Oliwia wydaję się mi bardziej interesująca.- westchnął.
-Czyli się ode mnie odczepisz? - zapytałam z szczerym uśmiechem.
-Potem. Mój ojciec szuka kogoś kto mógłby zaśpiewać piosenkę Adele "One and Only" na spotkaniu biznesowym. Miałem popytać w szkole. Ale widzę, że już nie muszę szukać, jesteś odpowiednią kandydatką. - powiedział i już się chciał odwracać.
-Poczekaj- krzyknęłam desperacko.- Znam i kocham tą piosenkę-rozmarzyłam się.-Dobrze wiesz, że do twojego taty też mam słabość.-Burmistrz Torunia, miły pan z wąsem, zawsze można z nim pogadać. Max jest jego kompletnym przeciwieństwem.-Ale...-ciągnęlam dalej- Ja nie śpiewam przed publicznością.-spuściłam głowę.
-Hahahaha-Max zaśmiał się tak szyderczo- Ty taki popularsik i się boi ludzi. Hahaha. Dobre- Już miałam się odgryźć, ale nie dał mi szansy. -Zaraz dzwonię do ojca. Bądź jutro u mnie o 16.00. - i poszedł. 
Postawił mnie pod ścianą. Ah tak, to dla niego typowe. Co dziwne, to pulsowanie w sercu się skończyło. Czasami nie rozumiem tej mojej "intuicji". Teraz poczułam, że muszę iść do szkoły. Spojrzałam na zegarek. 7.55. Jeszcze zdążę do kawałek- pomyślałam i pobiegłam do szkoły.  Biegnąc ciągle myślałam o moim jutrzejszym występie. Z jednej strony: przez 17 lat mojego życia nie śpiewałam przed nikim oprócz Alexis i Niki, a poza tym jak im się nie spodoba.... A z drugiej: czułam ekscytację...To będzie taki przełom. Chociaż dowiem się jak to jest. Lubię zdobywać nowe doświadczenia, ale przed tym czuję wielki strach. Z tą myślą wbiegłam do szkoły.

Postacie :3



Roksana /Roksi/ 

Oto ja. Jestem 17-latką, przyjaciele uważają mnie za wariatkę. Często występuję
u mnie tzw. "głupawka".
Jestem optymistką i wrażliwą romantyczką,zawsze marzyłam o takiej true love.
Może dlatego nie mam chłopaka,  czekam na tego jedynego. ;p 
Fascynuję się muzyką.
Kocham śpiewać, choć mam paniczny lęk przed sceną.
Śpiewając można wyrazić siebie i taka jest moja teoria.




Ola /Alexis/

A to moja BFF. Znamy się od dziecka i doskonale rozumiemy.
Ola jest zawsze uśmiechnięta i za to ją podziwiam.
Od 7 lat gra na gitarze i występuję na każdych uroczystościach.
Jest szczera i zabawna.
Podobnie jak ja jest Directioner i kocha się w Liamie. 
Według jej z żadnych innym nie będzie szczęśliwa.




Nikola /Niki/

To moja druga BFF. Znamy się od trzech lat, ale Niki rozumie mnie jak nikt inny.
Zawsze trzymamy się we trzy i to Nikola jest tą od uspokajania.
Na ogół jest spokojna, ale umie pokazać pazurki.;p
Jest realistką i patrzy na świat z dystansem. Ogólnie jest moim całkowitym przeciwieństwem. 
Ale i tak ją kocham. :* 
Chciałaby zostać projektantką mody i szczerze wierzę, że jej się to uda.
Interesuje się modą i widać, że to sprawia jej frajdę.



Adrian /Adi/

A oto nasze ciasteczko i chłopak Niki. 
Razem są tacy szczęśliwi i doskonale do siebie pasują.
Adrian jest zapalonym sportowcem, a dokładniej piłkarzem.
Jest miły i zabawny.
Zrobiłby dla Niki wszystko, widać, że bardzo mu na niej zależy.
Nie poddaje się mimo porażek i między innymi tym mi imponuje.