*4 miesiące później*
-Myślę, że ten żółty neon bardziej będzie pasował do tej szarej marynarki niż czarny. Do tego te żółte szpilki, szare jeansy i ta krótka bluzka z żółto-zieloną pacyfiką i będzie idealnie. - powiedziała do mnie Sophie, czyli moja osobista stylistka, a zarazem przyjaciółka. Właśnie doradza mi w co mam się ubrać na spotkanie z przedstawicielem agencji reklamowej w Nowym Jorku. Mam robić reklamę swoich perfum.
-Dzięki. Jesteś wielka.- powiedziałam i objęłam ją. - Zaraz będę leciała. Bo o 16.00 umówiłam się z Lucasem na lunch.
-Widzę, że coś się kroi. - Sophie uśmiechnęła się zadziornie i odgarnęła grzywkę.
-Coś ty. To po prostu ... kolega. Nic więcej. Poza tym na razie nie szukam chłopaka. Chcę skupić się na pracy.
-Idź ty pracoholiku.-rzuciła we mnie poduszką śmiejąc się, gdy wybierałam ubrania wskazane wcześniej przez Sophie z garderoby.
-Spadaj.-rzuciłam jej przez ramię i zamknęłam się w łazience, żeby się przebrać i poprawić make-up (czyli szminkę "nut" i czarne kreski eye-linerem). -Możesz go sobie wziąć. -krzyknęłam z łazienki.
-Hahahaha. Nawet go nie znam. Widziałam go chyba z dwa razy i nie zamieniłam z nim ani słowa.- parsknęła. - Ale muszę przyznać, że jest całkiem niezły.
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że Luc jest przystojny. Jednak dla mnie był zbyt płytki. Za chwilę usłyszałam sygnał przychodzącego sms'a. Był od Lucasa. :
*Czekam na dole piękna. xx *
Akurat kończyłam przygotowania, wyszłam z łazienki. Szybko schowałam do torebki telefon i inne "potrzebne" rzeczy.
-Spadam. Pa.- powiedziałam do Sophie i cmoknęłam ją na pożegnanie.
Schodząc po schodach dużo rozmyślałam o moim życiu. (nigdy nie zjechałam windą, mimo, że mój apartament jest na 8 piętrze). Przez te 4 miesiące wiele się zmieniło w moim życiu. Jeszcze w lutym nie pomyślałabym, że mogę nagrywać piosenki i w ogóle, że mam szanse na zaistnienie w branży muzycznej, a jednak... Tęsknie za Nikolą, Adrianem i Olą. Codziennie piszemy miliony smsów i wieczorami gadamy na skype'ie. Ostatnio widzieliśmy się półtora miesiąca temu, jak mieli przerwę wielkanocną, ale tylko przez trzy dni. Na szczęście był już czerwiec i niedługo przyjadą do mnie na wakacje. 2 miesiące z nimi. Tak się cieszę!
Jeśli chodzi o moich rodziców, tzn. Renate i Karola, którzy już nie są moimi rodzicami, ponieważ zaraz po moim przyjeździe do UK zrzekli się praw rodzicielskich. Trzeba przyznać, że rodziców mam, a raczej miałam zajebistych. Wiedziałam, że byłam im zbędna, jakby tylko czekali aż przydarzy im się okazja, żeby się mnie pozbyć. Teraz moim prawnym opiekunem jest John, czyli mój menager. Nie traktuję go jak ojca, raczej jak przyjaciela. Lucas jest jego synem. Jest nieziemsko przystojny, jednak dla mnie to tylko kolega, spędzamy sporo czasu razem, ale nic więcej. Jednak momentami mam wrażenie, że on inaczej postrzega naszą znajomość. Jeśli dzisiaj będę miała okazję to wszystko mu dobitnie wytłumaczę. Nie wiem czemu, ale uważam, że on pasowałby do Sophie. Skończyłam swoje rozmyślania, bo za szybą, obrotowych drzwi zobaczyłam samochód Luca.
-Hej. -przywitałam się z Lucasem, wsiadając do jego samochodu.
-Cześć skarbie. - odpowiedział i cmoknął mnie w policzek.Odsunęłam się od niego. Nie chcę dłużej robić mu złudzeń.
-Jedźmy już, bo za półtorej godziny mam spotkanie, a i tak musimy coś jeszcze wyjaśnić. - powiedziałam szorstkim głosem nawet na niego nie patrząc.
-Już się boję, tygrysico. Chcesz zrobić ten następny krok? Czy tylko powiedzieć mi jaki jestem przystojny? - uśmiechnął się zadziornie i zaczął pocierać nosem o mój policzek.
Odepchnęłam go i warknęłam.
-Uspokój się. Jedźmy. Jestem mega głodna.
Przez następne 15 minut drogi nie zamieniliśmy ani słowa. Byłam stanowcza i szorstka i nie miałam ochoty na jego żarciki. Dotychczas jego zachowanie odbierałam jako żart i przyjmowałam to z uśmiechem. Jednak od wczoraj, kiedy próbował mnie pocałować, zrozumiałam, że on chce czegoś więcej. Wtedy się jakoś wymigałam, ale nie mogę zbywać go w nieskończoność. Poza tym zaczęły irytować mnie jego żarty. To, że był taki pewny siebie, a niekiedy zarozumiały już mnie dobijało.
Gdy dojechaliśmy pod naszą ulubioną restaurację, otworzył mi drzwi i próbowałam złapać za rękę, ale udałam, że swędzi mnie udo. Gdy przestałam się drapać, on nie zrażony objął mnie w pasie. Podeszliśmy do zarezerwowanego stolika. Po chwili przyszedł do nas kelner. Ja zamówiłam sałatkę grecką, a on steka.
-Skarbie stało się coś? -zapytał tym swoim słodkim głosikiem i chciał złapać moją dłoń, która leżała na stole obok menu, jednak szybko opuściłam ją na moje kolano.
-Nic.- odpowiedziałam spokojnie.
-Przecież widzę, że traktujesz mnie dzisiaj jakoś tak ... inaczej. Spawy kobiece ? -zaśmiał się.
-Odpierdol się. - warknęłam.
-Co ? - spytał z rozdziawionymi ustami.
-To co słyszałeś. - powiedziałam, ale spojrzałam na niego i od razu zmiękłam. - Przepraszam. Po prostu mam dość twoich żartów.
-Jakich żartów ? -spytał głupkowato.
-Doskonale wiesz. Chcę, żeby było jasne : Między nami nic nie ma. Tylko się kolegujemy.
-Oj. Przestań zgrywać niedostępną. Wiem, że na mnie lecisz. Widzę jak na mnie patrzysz. - puścił mi oko.
-Nikogo nie zgrywam. - powiedziałam w miarę spokojnie.
-Kotku. Mnie nie oszukasz. Patrzysz na mnie jak ósmy cud świata, czemu się nie dziwie. - powiedział i uśmiechnął się zadziornie.
-Patrzę normalnie, kurwa! - krzyknęłam, a inni klienci restauracji odwrócili się w moją stronę. Wtedy Lucas wstał i powiedział:
-Sory za moją dziewczynę. Czasami ją ponosi.
Tego było już za wiele. Po prostu wstałam i wyszłam. Luc coś za mną krzyknął, ale nawet się nie podniósł. Pewnie przynieśli mu steka. " Niech się nim zapcha" - pomyślałam ze złością.
Do spotkania została niecała godzina, więc pomyślałam, że pójdąc pieszo do biuro John'a na pewno zdążę.
Gdy weszłam do gabinetu mojego menagera już siedział tam łysy facet "z brzuszkiem", ubrany w kremowy garnitur. Wstał i podał mi dłoń.
-Steven Raven. - powiedział.
-Roksi. - teraz wszystkim właśnie tak się przedstawiałam.
-To właśnie przedstawiciel agencji reklamowej, w której chcesz promować swoje perfumy.- powiedział John, a ja uśmiechnęłam się i skinęłam głową na znak, że przyjęłam to do wiadomości.
-Nie mam za dużo czasu. Ponieważ muszę pędzić na następne spotkanie. Więc tak: Jeśli chce pani nagrać w naszej agencji reklamę musi to pani podpisać.- powiedział i położył na biurku umowę. - Proszę wstawić się w naszym biurze jutro i wszystko omówimy,a następnego dnia zaczynamy pracę. Z góry mówię, że godząc się na nasze warunki ma pani zapewniony apartament i nocleg. A więc ?
-Dobrze. - powiedziałam bez namysłu i podpisałam umowę.
-Cieszę się. W takim razie widzimy się jutro. - wziął umowę i wyszedł.
-Więc jutro czeka nas wycieczka do Nowego Jorku. - powiedział John z uśmiechem.
-Tak. - uśmiechnęłam się. - Ale na razie zawieź mnie od domu.
Pół godziny potem już gadałam z moimi przyjaciółmi na skype. Zawsze rozśmieszały mnie te ich ściśnięte głowy. Właśnie opowiadałam im o Lucasie.
-Zwykły dupek i rozpuszczony jedynak. -skomentowała Alexis.
Następnie opowiedziałam o tym, że mam kręcić reklamę i ogólnie. Opowiedziałam im całe spotkanie z Stevenem i warunki jego umowy. Strasznie się rozgadałam i nie dałam im dojść do głosu.
-Słuchaj skarbie... -zaczęła Niki.
-Tak? -zapytałam.
- Jutro będziemy u ciebie w Nowym Jorku. - krzyknął Adrian.
Zatkało mnie.
-No hej. Nic nie powiesz ? Mieliśmy jechać do Londynu, ale z drugiej strony, co to za różnica. - powiedziała Ola.
-Niespodzianka to wam się udała. Ale zakończenie jest dopiero za dwa tygodnie. Uda wam się wymknąć ? -zapytałam.
-Spokojnie. Mamy pozwolenia. - uśmiechnął się Adrian.
-Dobra. Idę uspokoić te rozwrzeszczane bachory. - zaśmiała się Niki i odeszła od kamerki.
-Ja też muszę spadać. Muszę pomóc mamie z jakimiś pudłami. - powiedziała Alexis.
-Ja też nie będę zabierał ci czasu. Jutro będziemy w kontakcie. - dodał Adi.
-To pa.- powiedziałam i się rozłączyłam.
Już nie mogłam doczekać się jutra.
-Dobrze. - powiedziałam bez namysłu i podpisałam umowę.
-Cieszę się. W takim razie widzimy się jutro. - wziął umowę i wyszedł.
-Więc jutro czeka nas wycieczka do Nowego Jorku. - powiedział John z uśmiechem.
-Tak. - uśmiechnęłam się. - Ale na razie zawieź mnie od domu.
Pół godziny potem już gadałam z moimi przyjaciółmi na skype. Zawsze rozśmieszały mnie te ich ściśnięte głowy. Właśnie opowiadałam im o Lucasie.
-Zwykły dupek i rozpuszczony jedynak. -skomentowała Alexis.
Następnie opowiedziałam o tym, że mam kręcić reklamę i ogólnie. Opowiedziałam im całe spotkanie z Stevenem i warunki jego umowy. Strasznie się rozgadałam i nie dałam im dojść do głosu.
-Słuchaj skarbie... -zaczęła Niki.
-Tak? -zapytałam.
- Jutro będziemy u ciebie w Nowym Jorku. - krzyknął Adrian.
Zatkało mnie.
-No hej. Nic nie powiesz ? Mieliśmy jechać do Londynu, ale z drugiej strony, co to za różnica. - powiedziała Ola.
-Niespodzianka to wam się udała. Ale zakończenie jest dopiero za dwa tygodnie. Uda wam się wymknąć ? -zapytałam.
-Spokojnie. Mamy pozwolenia. - uśmiechnął się Adrian.
-Dobra. Idę uspokoić te rozwrzeszczane bachory. - zaśmiała się Niki i odeszła od kamerki.
-Ja też muszę spadać. Muszę pomóc mamie z jakimiś pudłami. - powiedziała Alexis.
-Ja też nie będę zabierał ci czasu. Jutro będziemy w kontakcie. - dodał Adi.
-To pa.- powiedziałam i się rozłączyłam.
Już nie mogłam doczekać się jutra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz